Cal do szczęścia

Są musicale, które rozmiękczą serca nawet największych przeciwników gatunku (a jest ich, co trzeba ze smutkiem przyznać, sporo). Zaliczają się do nich choćby Dźwięki muzyki, Kabaret, Deszczowa piosenka czy Hair, uwodzące z jednej strony rozkoszną wizją Hollywood, z drugiej: kontrkulturową energią. Choć wiele osób jeszcze tego nie wie, z podobną intensywnością można zakochać się w Hedwidze i jej punkowym bandzie, koncertującym w podłych barach zapomnianych przez boga i świat.
Wypchnięta poza nawias jest sama główna bohaterka: transpłciowa wokalistka i poetka, która wyemigrowała z RFN do Stanów Zjednoczonych tuż przed obaleniem muru berlińskiego. Poprzez piosenki śpiewane zupełnie niezainteresowanej widowni rozmaitej maści spelunek opowiada historię swojego życia – pełną nadziei, rozczarowań i buntu.
Cal do szczęścia to szalony, niezależny musical (aberracja w branży filmowej!), który łączy antyczną tragedię, bitnikowską z ducha poezję i tripowe wizje w niemal biblijną opowieść, zachwycającą niegrzeczną muzyką, kampową oprawą wizualną i charyzmą Hedwigi – zagranej brawurowo przez samego reżysera, Johna Camerona Mitchella.
Patrycja Mucha