Magazyn MSN

Maria Jarema. Notatki rozproszone

Maria Jarema


Mówiąc o sztuce, ciągle jakby zaczynamy od nowa. Czyżby była tak nieuchwytna, nieosiągalna? Nie – jest żywa i dlatego ciągle się zmienia. 


Kiedyś pisząc wspomnienie o rzeźbiarzu Henryku Wicińskim, pozwoliłam sobie na taki obraz poetycki: zderzenie dwu form na obrazie odkrywam czasem jak zderzenie dwu planet, słyszę prawie huk tej katastrofy. Jeżeli przypomniało mi się teraz to moje dawno napisane poetyckie porównanie, to dlatego że kwestia pisania o malarstwie jest zawsze wyborem jakiegoś gatunku pisarskiego najbliższego obrazowi, tzn. który by podziałał tak na naszą wyobraźnię intelektualną, żeby nam pozwolił na największe zbliżenie się do koncepcji danego obrazu, ponieważ pełna transpozycja tej koncepcji malarskiej na inny język jest niemożliwa. Inność środków każdego gatunku sztuki decyduje o jego istnieniu, ale i o jego „jedyności” w znaczeniu zjawiska niepowtarzalnego, nieprzetłumaczalnego. Istnieje terminologia tworząca się wzdłuż drogi sztuki, tworzona z konieczności dla ogólnego określenia każdego nowego zjawiska w sztuce. Ale to są terminy określające kierunki czy koncepcje, a chciałoby się czytać każdy obraz. 

Słowem malarza jest jego obraz. Żadne słowo mówione czy pisane nie jest w stanie go wypowiedzieć, ponieważ tylko poprzez swoją wyłączność jako malarstwo istnieje. Każdy gatunek sztuki ma swój materiał i ma swoje środki, które go określają. Usiłujemy malarstwo nazywać słowem, bo słowo stało się najbardziej ogólnym środkiem porozumienia między ludźmi, ale natychmiast kiedy układają się nasze myśli w zdanie, zauważamy, że stwarzamy konstrukcję czy strukturę, która staje się poezją, literaturą, filozofią, historią, traktatem naukowym czy metodologicznym na temat obrazu. To nam daje złudzenie, że zbliżamy się do niego. Wyobraźnia nasza staje się aktywna, przechodzi na plan intelektualny i z tego planu usiłuje dotknąć jego wnętrza. Łatwiej jest współżyć z czymś, o czym już wiele naopowiadano. Najłatwiej jest podejść do obrazu metaforą poetycką, ale jest to poezja dla obrazu. Najtrudniejsza, ale najpożyteczniejsza jest terminologia, która tworzy się wzdłuż drogi sztuki, która daje możliwości tworzenia się pojęć bliższych plastyce, to nowy język, tzw. słownik plastyczny. Stworzenie na przykład pojęcia l’espace nouveau dla koncepcji plastycznej Mondriana nie załatwia jego twórczości, ale pozwala zacząć o niej myśleć.

Intelektualny taniec, który nad sztuką wykonuje krytyka, jest jej publicystyką (skłania widzów do myślenia). Czasem udaje się do niej zbliżyć poprzez tworzenie nowej terminologii, nowego słownika dla jej nowej idei. Inna logika malarstwa abstrakcyjnego. Obrazy jak planety drzemiące na ścianie eksplodują w zetknięciu z psychiczną zawartością człowieka na skutek przemian, które my, nie znając ich, możemy nazwać np. chemicznymi – eksplozją uczuć. 

[…] stać się okiem, kiedy będę zmieniać się w oko, kiedy cały organizm zmienia się w jedno wielkie oko, które równocześnie nie przestaje być wszystkimi zmysłami razem i każdym z osobna. 

Pierwszy raz widziałam [obraz] Picassa na żywo. Eksperymentowanie Picassa. Koncesja. Odruch. Wzruszenie. W sztuce nowoczesnej to nie jest eksperyment! Dla nich to nie eksperyment. Pierwsze było wzruszenie czy kalkulacja obiektu? Nie wiadomo. Jedno przechodzi w drugie. Nie będę opisywać moich wędrówek po paryskich muzeach, bo nie umiem tego robić, zrobił to już Ważyk, transponując w sposób najbardziej fałszywy malarstwo na literaturę. […] Nasi literaci marksiści z taką łatwością przekładają malarstwo na literaturę!

Nie chcę opisywać, opis jest zawsze fałszywy, nigdy nie daje tego, co trzeba powiedzieć; wiele bardziej istotne jest stworzenie atmosfery, którą człowiek jest w stanie odczuć. 

Postępujemy ustawicznie jak typowi półinteligenci – rozstrzygamy wiecznie sprawy zasadnicze. Wszystko musi być merytoryczne i można się w końcu popłakać od tej merytoryczności, bo ciągle jesteśmy w punkcie wyjściowym spraw fundamentalnych. Dalej nie idziemy. Wolę myśleć (udawać), że każdy to rozumie – w kraju, którego artyści wędrowali ustawicznie za granicę i za tą nieszczęsną (teraz) granicą siedzieli X lat, żeby się kształcić, żeby sprawy sztuki nie były „merytoryczne i fundamentalne”, ale żeby mieć atmosferę, nie tracić tempa, które nie istnieje w kraju. Właściwie nie było u nas artysty, który dobił do czegoś istotnego bez oddechu zaczerpniętego w stolicy świata sztuki.

Renesansu nie stworzyła arystokracja włoska, ale włoscy malarze. Jeżeli były jakieś wymagania, to ludzi, którzy się snobowali, którzy tej sztuce oddawali dużo czasu, wysoko wykształceni. Gdyby malarstwo było sztuką zmieniającą tylko temat zależnie od sytuacji społecznej, czyli byłoby reprezentacją, byłoby nie do wytrzymania. Widzimy w rozwoju historycznym malarstwa, że tak nie jest, ten rozwój idzie i widzimy, że nie ma sztuki burżuazyjnej. Innymi słowy, sztuka jest o tyle klasowa, o ile dana klasa znajdzie w niej odpowiedniość, potrafi ją wytwarzać, co zawęża ogólnoludzki rozwój myśli.

Wiemy, ilu było artystów z awansu społecznego, i ci od razu wchodzili w klasy swoich wysoko czy nieźle urodzonych kolegów. My kulturę uważamy za ogólnoludzką – inaczej musielibyśmy pewne warstwy z niej wykluczyć. Wiemy, że w jakimś stopniu ona oscyluje i działa rozwojowo. Zadaniem władz jest popularyzacja; w kształceniu twórczości władza nie ma nic do powiedzenia – tu ma głos artysta.

W Polsce młodzież skołowana socrealizmem jak śmiało i jak żywiołowo rozkwitła i przyswoiła sobie sugestie współczesności. Jeszcze kilka lat temu zdawało się, że trzeba będzie lata całe odrabiać zniszczenia spowodowane socrealizmem.

Obowiązkiem artysty [jest] rozwijać specjalnie swoją wrażliwość, wyobraźnię i świadomość. [Artysta] nie poznaje świata przy pomocy czterech zmysłów,

Człowiek traci odwagę jedynie w sytuacji beznadziejnej. Obawiam się, że nasza sytuacja jest tego bardzo bliska. Nie mamy żadnych chwytów na odbiorcę, który by pochwycony naszym uporem opłacał nasze wysiłki. I jeszcze stokroć gorzej: nie mamy nawet w społeczeństwie warstwy inteligencji, której stopa życiowa dawałaby czas i energię na cieszenie się sztuką, której snobowanie się – pojęte nie pejoratywnie – jest we współczesnej cywilizacji pierwszym motorem oswajania przeciętnego człowieka ze sztuką, prowadzącym w końcu do wysokiego znawstwa. 

Gdyby było możliwe u nas pojawienie się jakiejś koncepcji artystycznej, która by przekroczyła wszystkie istniejące w świecie, to nikt by jej nawet nie zauważył, nie potrafiłby odkryć.

Nauczyliśmy się kpić ze snobizmu, a jest to może podstawowy motor pierwszego kroku ku sztuce człowieka z nią niezwiązanego. Cywilizacja zniszczyła świeżość wrażliwości, odbiór biologiczny sztuki.

Sztuka jest tylko produktem zastępczym w epoce, w której życiu brak piękna. Będzie znikała w miarę jak życie będzie nabierało coraz więcej równowagi. Dzisiaj sztuka ma jeszcze bardzo duże znaczenie, ponieważ istnieje w sposób prosty, niezależny od jakiejkolwiek koncepcji osobistej. 

Przyszłość to sztuka. Sztuka jest sprawą naprawdę trudną, o czym świadczą pomyłki i odkrycia estetyczne, które dopiero po latach wyskakują, i to przeważnie dzięki jakimś maniakom odkrywania.

Sztuka nie może być planowana, nie może być przewidywana, bo nowa myśl jest zawsze zaskoczeniem. Sztuka się rodzi. Każdy następny obraz jest dla malarza niespodzianką.

Sztuki nie można planować także dlatego, że jest nieuchwytna. Dla malarza każdy obraz, którego jeszcze nie namalował, jest niewiadomą, bo w grę wchodzą koncepcja, materiał i przypadki. I ta niespodzianka, która dopiero ma go spotkać, jest jednym z motorów twórczości artystycznej.

W twórczości potrzebne są dwa tryby czasu: najpierw potrzeba czasu, żeby sztuka zaistniała, po drugie – by ktoś odkrył zjawisko. Wiemy, że ten proces czasem trwa i sto lat. Dziś – przez czas skrócony przez naszą większą świadomość i przez szybkość zmian – politycy mają do zrobienia dla sztuki tylko tyle: zostawić ją w spokoju i dać jej żyć.

Myślę, że najtrudniej jest być człowiekiem wolnym. Być wolnym od wszystkich przesądów i konwenansów i tego wszystkiego, co pozwala człowiekowi żyć w jakimś „bezpiecznym” formacie, bez wielkich wysiłków. Ale być wolnym – to równocześnie być odpowiedzialnym!

Podstawowym odkryciem malarstwa współczesnego jest wolność. Nie bezinteresowność ani fantazja, ani oryginalność, jak to się mówi „za wszelką cenę”, ale prawo dochodzenia malarza bez zastrzeżeń do ostatnich granic samego siebie. Swoje własne „ja” to dla każdego zagadnienie najbardziej pełne wątpliwości i najmniej dostępne. Sztuka się rodzi z wolności myślenia i zdaje się, że możemy śmiało powiedzieć, że geniusz jest tą maksymalną wolnością myślenia w stosunku do świata, ponieważ ta wolność jest z góry ograniczona i określona życiem, przeszłością, teraźniejszością i trzeba siły geniusza, żeby się z jej więzów wydobyć.
Wizerunek pracy Marii Jaremy.
Maria Jarema
Głowy, 1953, monotypia i tempera na papierze

Podziel się

Home|Magazyn MSN|
Maria Jarema. Notatki rozproszone