Ukraińcy – nasi nowi sąsiedzi

  • Ukraińcy – nasi nowi sąsiedzi
    Janek Koza, „Imigranci”, rysunek, 2018

Po niemal pięciu latach od Euromajdanu i zajęciu Krymu przez Rosję, które rozpoczęły masowy napływ Ukraińców do Polski, stają się oni stałą częścią polskiego społeczeństwa. 


Jedni uciekają od poboru do wojska, inni przyjeżdżają studiować, ale większość przybywa po prostu za lepszą pracą i lepszym życiem. Coraz rzadziej to tylko przyjazdy sezonowe po to, by dorobić. Coraz częściej mieszkanie, praca lub nauka w Polsce to stały element doświadczenia życiowego 20, 30 i 40 -latków z Ukrainy. Ukraińska migracja jako pierwsza taka fala po wojnie, zaczyna zmieniać polskie społeczeństwo. Od strony gospodarczej, społecznej i kulturalnej. Staje się ratunkiem dla rynku pracy, jest także szansą na podratowanie demograficzne starzejącej się Polski. O ile - przynajmniej część migrantów ze Wschodu - ostatecznie zdecyduje się zostać tutaj na stałe.

Jest kilka możliwości legalnego pobytu w Polsce: wiza pracownicza (wydawana na okres do 6 miesięcy), zezwolenie na pobyt stały (np. gdy ma się współmałżonka Polaka, lub stały kontrakt w polskiej firmie), studia lub w pobyt ramach ruchu bezwizowego. 


Setki tysięcy, milion czy dwa

Podstawowe pytanie, na które odpowiedź wcale nie jest taka prosta, to ilu faktycznie Ukraińców mieszka dziś w Polsce. Nie jest prosta bo też i liczba ta nie jest stała. 
Wciąż ma na nią wpływ pora roku, znaczną częścią ruchu migracyjnego są pracownicy sezonowi. Ale zerknijmy na dane. “Zasób” - jak lubią oficjalnie pisać urzędnicy - obywateli Ukrainy obecnie przebywających w Polsce można szacować na co najmniej pół miliona osób, a liczba ta dynamicznie rośnie.

Ważne jest rozróżnienie między migracją długoterminową a czasową. Ta pierwsza, choć również wykazuje tendencję wzrostową, jest w porównaniu z drugą wciąż niewielka. Ta druga, czasowa, prawdopodobnie rośnie o wiele szybciej, jednak na razie trudno ją uchwycić w liczbach. Według danych przekazanych do Eurostatu przez Urząd do Spraw Cudzoziemców liczba obywateli Ukrainy mających ważny tytuł pobytowy wynosiła pod koniec 2012 roku 122 tysiące osób, zaś pod koniec 2016 roku już 409 tysięcy. Dodatkowo w roku 2017 takie dokumenty wydano 141,1 tys. Ukraińcom. Mówimy o pozwoleniach wydanych nowym osobom, po raz pierwszy.

Dane te nie uwzględniają jednak rzeszy osób, które przebywają w Polsce na podstawie wizy pracowniczej wydawanej na okres do pół roku. W 2013 roku liczba takich wiz wynosiła 217 tysięcy a był to dopiero początek masowej migracji za pracą. W ubiegłym roku takie zgody wydano aż 1,7 mln Ukraińców.

Według szacunków Departamentu Statystyki NBP w 2017 roku średnio przebywało w Polsce około 900 tys. obywateli Ukrainy, ale doliczając pracowników sezonowych można mówić nawet o 2 milionach przebywających mniej lub bardziej na stałe w Polsce. O tym, że jednak bardziej na stałe świadczą kolejne statystyki. Pokazują one, że migracja zaczyna się po prostu stabilizować. Jeszcze rok temu spodziewano się, że kiedy Ukraina trafi na listę państw, których obywatele nie potrzebują wiz na krótkoterminowy pobyt (do 90 dni) w strefie Schengen, mocno wzrośnie bezwizowy ruch do Polski. Tymczasem takiego wzrostu nie zaobserwowano. W ciągu pierwszych trzech miesięcy funkcjonowania ruchu bezwizowego (czerwiec - sierpień 2017 roku) owszem zwiększył się on o 12,9 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku, ale dziś już takich wzrostów nie widać.

Młodzi mężczyźni i młodzi specjaliści

Można by ulec prostemu stereotypowi i założyć, że do Polski przyjeżdżają głównie kobiety, które trafiają do najprostszych prac czyli sprzątania, handlu czy zbioru owoców. Rzeczywiście jest ich sporo. Ale nowa fala migracji po 2014 roku ma odmienne oblicze. Zdecydowanie bardziej widoczna jest dominacja mężczyzn, a także osób młodych. Do Polski zaczęły także przybywać osoby ze wschodniej Ukrainy, wcześniej w zasadzie u nas nieobecne. Powody są oczywiste: uciekają przed konfliktem zbrojnym, ale także przed ewentualnym poborem do wojska. 


Właśnie wojna na wschodzie Ukrainy i aneksja Krymu stanowi też powód starań o status uchodźcy. Ogółem w latach 2007– 2017 takie wnioski złożyło w Polsce 6,8 tys. obywateli Ukrainy. Ale ostatecznie taką ochronę przyznano tylko 92 osobom, 268 osoby dostały ochronę uzupełniającą, zaś 26 pobyt tolerowany.

Ukraińskich uchodźców jest więc bardzo mało. Za to zauważalni coraz bardziej są studenci. Jak wylicza Instytut Spraw Publicznych w ciągu ostatnich lat ich liczba zwiększyła się 3,5-krotnie. W roku akademickim 2012/2013 na polskich uczelniach studiowało ich niecałe 10 tys., gdy w roku 2016/2017 było ich już ponad 35 tys.

Złotówki cenniejsze niż hrywny

Statystyki nie pozostawiają wątpliwości - choć rośnie liczba studentów czy osób, które wybierają Polskę jako kierunek przyjazdów z powodów osobistych, to głównym celem jest zarobek. Barometr przeprowadzony na zlecenie “Personnel Service” ( firmy specjalizującej się w rekrutacji cudzoziemców na potrzeby polskich pracodawców) wskazuje, że nie chodzi tylko o to, że zarobki są wyższe niż na Ukrainie. Choć są i to znacząco: minimalne wynagrodzenie w Polsce wynosi 2 tys. zł brutto, podczas gdy na Ukrainie od 1 stycznia 2018 roku płacę minimalną ustalono na poziomie ok. 480 zł (3,7 tys. hrywien). Jednak nie mniejsze znaczenie ma bliskość obu państw, podobna kultura i wciąż w porównaniu z Europą Zachodnią niższe koszty życia. Potwierdzają to też wspomniane badania ISP dotyczące studentów. Powodami dla których młodzi ludzie z Ukrainy decydują się przyjechać do Polski, są przede wszystkim: niższe koszty życia niż w innych krajach (wskazało na nie 39 proc. respondentów), perspektywa studiowania bez opłat lub z ulgą w opłatach (29 proc.), łatwość dostania się na studia (28 proc.), perspektywa znalezienia pracy w obszarze zgodnym z wykształceniem (22 proc.) oraz jakość kształcenia na danym wydziale lub uczelni (po 22 proc.).
Niskie koszty utrzymania są kluczowe bo dla ogromnej części migrantów ważna jest możliwość zaoszczędzenia. Jak deklarowali przepytani pracownicy w badaniu Personnel Service na utrzymanie wydają od 200 do 500 zł miesięcznie.

Zaoszczędzone pieniądze zasilają coraz wyraźniej gospodarkę Ukrainy. W 2016 r. pracujący w Polsce obcokrajowcy przesłali do swoich rodzin 8,8 mld zł. W zeszłym roku kwota wzrosła do 13 mld zł, czyli o 47 proc. Zdecydowana większość tych pieniędzy (90,4 proc.) trafiło właśnie na Ukrainę. 

Z badania przeprowadzonego na zlecenie NBP wynika, że 56 proc. migrantów mieszkających w Warszawie przekazuje pieniądze do domu. Robią tak również studenci - choć zdecydowanie rzadziej, bo dotyczy to jednej piątej kształcących się w Polsce. Średni przekaz od Ukraińców mieszkających w Warszawie i jej okolicach wyniósł prawie 1,8 tys. zł rocznie- piszą autorzy badania.

Oszczędności te są możliwe po części dzięki temu, że pracodawcy oferują im mieszkanie, dowóz do miejsca pracy a nawet wyżywienie (np. pracownikom na budowach). W Warszawie, jak wynikało z badania, z takich przywilejów korzysta nawet co czwarty pracownik z Ukrainy. Eksperci podkreślają, że wbrew potocznej opinii nie dostają oni niższych pensji niż ich polscy koledzy. Przy czym jest to po prostu wynik niezłej koniunktury w Polsce i tego, że zaowocowała “rynkiem pracownika”, który może wybierać w wielu ofertach.



Emerytury i własne firmy

W efekcie poszukiwania pracownika wyspecjalizowanego spada liczba osób, które przyjeżdżają po to, żeby pracować na czarno (łącznie takich nielegalnych pobytów służby namierzyły w ciągu ostatnich 5 lat ledwie kilkanaście tysięcy).

Zamiast tego Ukraińcy coraz częściej stawiają na legalną, stabilną pracę. Taką, która pozwoli nawet odłożyć na polską emeryturę. Z danych ZUS wynika, że liczba ubezpieczonych w Polsce obywateli Ukrainy wynosi już 383,6 tys. osób i jest to absolutnie największa grupa w gronie cudzoziemców.
Ukraińcy są także tą grupą obcokrajowców, która wykazuje się największą przedsiębiorczością - ponad 4 tys. osób zgłoszonych do ZUS to osoby prowadzące własną działalność gospodarczą. Dla porównania Wietnamczyków, którzy zdecydowali się na taki krok jest cztery razy mniej.
Z różnych analiz wynika, że z pracy w Polsce są właściwie zadowoleni. W badaniach przeprowadzonych przez firmę finansową Coface aż 80 proc. Ukraińców deklarowało, że podoba im się praca w Polsce, a 85 proc. poleciłoby wyjazd zarobkowy tutaj swoim bliskim czy znajomym. Ale równie duży jak podaż jest także popyt na ich pracę. Jak wynika z „Barometru Imigracji Zarobkowej” już 39 proc. dużych firm zatrudnia obecnie pracowników z Ukrainy, a kolejne 29 proc. zamierza ich poszukiwać w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Nie tylko poszczególne firmy, ale także i rząd upatruje w pracownikach zza wschodniej granicy ratunku.


„Wątek ukraiński” coraz częściej pojawia się w rozmowach o brakach kadrowych wśród lekarzy jako pomysł na rozwiązanie tej luki. Główny problem polega na tym, że dyplomy ukraińskich uczelni medycznych nie są u nas automatycznie uznawane, więc, żeby pracować w swoim zawodzie ukraińscy lekarze muszą zdać dość trudne egzaminy merytoryczne oraz z języka polskiego. Mimo to, już teraz w Polsce pracuje ponad 300 medyków z Ukrainy. Dlatego trwają prace, żeby ułatwić przyjazdy kolejnym. Jeden z pomysłów to możliwość przyznawania ograniczonego prawa do wykonywania zawodu w wyznaczonym miejscu pracy.

Ratunkiem dla rynku są także wyspecjalizowani pracownicy: od budowlańców po programistów. Tych ostatnich tak bardzo Polsce brakuje, że wręcz się o nich walczy. Póki co jedna czwarta z wszystkich programistów, którzy wyjechali z Ukrainy wybrała właśnie nasz kraj. Wciąż jednak aż dwie trzecie pytanych w „Barometrze Imigracyjnym” przyznało, że pracuje poniżej swoich kwalifikacji. W ocenie ekspertów głównym powodem jest to, że otrzymują pozwolenie na pracę tylko na 6 miesięcy, a to dla wielu firm za krótki okres by opłacało się inwestować w zatrudnianie na wyższe stanowiska. Zaś brak przynależności do Unii Europejskiej sprawia, że bardzo trudno nostryfikować dyplomy czy inne certyfikaty pozwalające na pracę zgodną z wykształceniem. Nadal więc zdarza się, w polskich domach sprzątają panie, które mają magistra z historii i uczyły w szkole.

Jest także jeszcze inna „czarna” strona pobytów w Polsce. Coraz częściej wychodzą na jaw historie z wykorzystywaniem Ukraińców do pracy niewolniczej. Jak opowiadał w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” Piotr Sabat, który udziela pomocy prawnej obywatelom zza wschodniej granicy, niestety sytuacji w których Ukraińcy są zatrudniani na czarno a potem nie dostają pensji, albo których wypłaty są śmiesznie niskie, jest wciąż wiele. Rośnie liczba skarg składanych przez Ukraińców do Państwowej Inspekcji Pracy - najczęściej zgłaszanym problemem jest niewypłacenie wynagrodzenia. W 2017 roku do PIP wpłynęło 1433 skarg, to prawie 3 razy więcej niż rok wcześniej. Wiele niby legalnych prac jest zwykłym wyzyskiem. „DGP” w zeszłym roku opisywał przykłady niektórych umów, w których pracownik mógł być zwolniony z pracy z dnia na dzień, sam zaś mógł ją wymówić z trzymiesięcznym terminem wypowiedzenia, a za niedotrzymanie tego terminu groziła kara 1 tys. zł; o nieobecności pracownik musiał informować z co najmniej dwudniowym wyprzedzeniem, a jeżeli tego nie robił groziła mu kara w wysokości 100 zł, za nieobecność bez “ważnego powodu” kara 500 zł, za działanie na szkodę pracodawcy kara 3 tys. zł. etc. Eksperci mówią wprost, że to wyzysk. Ale fakt, iż takie historie ujrzały światło dzienne wskazuje, że Ukraińcy są coraz bardziej świadomi swoich praw.


Do pracy czy do Polski?

Czy migracja ze Wschodu ma szansę przerodzić się w nową mniejszość etniczną? Jak wynika ze wspomnianego badania ISP młodzi ludzie, którzy trafili do Polski coraz częściej deklarują, że nie planują raczej powrotu do ojczyzny (o takim rozwiązaniu mówiło jedynie 8 proc. respondentów). Tyle, że 29 proc. pytanych osób po studiach planuje przeprowadzić się do innego państwa UE, zaś podobny odsetek (28 proc.) chce pozostać w Polsce. Podobna jest liczba tych, którzy jeszcze nie wiedzą, czy wyjadą (26 proc.).


Za stabilizacją migracji przemawiają też twarde dane - czyli rosnąca liczba małżeństw polsko-ukraińskich i dzieci urodzonych tutaj. Liczba tych pierwszych w ostatnich latach zwiększyła się 2,5-krotnie. Przybywa też dzieci: w ubiegłym roku było ich 1590, czyli niemal 40 razy więcej niż przed dziesięcioma laty i o 65 proc. więcej niż w roku wcześniej. Z Barometru Imigracji Zarobkowej (z 2018 roku) wynikało, że również atmosfera jest sprzyjająca do wybierania pracy w Polsce - w badaniu analizowano nastawienie trzech stron: pracowników z Polski, pracodawców oraz obywateli Ukrainy. Wnioski były jednoznaczne: nastawienia do siebie nawzajem jest głównie pozytywne lub neutralne. Autorzy raportu podawali, że do negatywnego stosunku do pracowników z Ukrainy przyznawało się zaledwie niecałe 2 proc. pracodawców oraz 11 proc. pracowników z Polski. „Natomiast wśród Ukraińców, tylko 8 proc. miało negatywne doświadczenia z polskimi przedsiębiorcami, a 4 proc. z kolegami z pracy” - opisuje Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. Tyle że, oczywiście, wcale nie jest tak różowo. Stosunek samych Polaków do Ukraińców jest niejednoznaczny. Z opublikowanych w maju badań CBOS wynika, że owszem 36 proc. deklarowało sympatię ale podobny odsetek (32 proc.) przyznawał się do niechęci. O aktach agresji wobec Ukraińców co pewien czas donoszą z różnych stron kraju media. Wiele podobnych incydentów pozostaje zapewne niezgłoszonych policji ani mediom.

Nowy rynek


Niechęci za to nie widać na rynku, który nowych konsumentów wita z coraz bardziej otwartymi ramionami. Owszem chwilę zajęło zanim zauważyły go kolejne branże, ale dziś już nie ma chyba żadnej, która by nie starała się o klientów z Ukrainy. 
Mieszkania i domy wciąż raczej rzadko kupują, ale za to powszechnie wynajmują a więc sieć pośredników nieruchomości Metrohouse rok temu uruchomiła specjalny serwis internetowy w języku ukraińskim, a już wcześniej w jej biurach pojawili się pracownicy ze znajomością ukraińskiego i rosyjskiego. Także inna sieć Home Broker półtora roku temu ruszyła z kampanią marketingową skierowaną do obywateli Ukrainy. 
Tak jak na Wyspach Brytyjskich rozwinął się rynek tanich przekazów pieniężnych dla Polaków, ta i u nas podobne transfery oferuje Western Union, a nawet startują nowi gracze: Meest Transfer, oraz dwa nowe fintechy z ofertą dostosowaną dla Ukraińców. To specjalne karty prepaid, którymi można bez wysokich opłat płacić w 17 walutach oraz wypłacać środki z bankomatów.

Ruch wokół klientów z Ukrainy i ich pieniędzy widać też w bankach. PKO BP oferuje m.in. promocyjne ceny przelewów na Ukrainę. W BGŻ BNP Paribas do klientów ukraińskojęzycznych dostosowany jest serwis internetowy, także infolinia zatrudnia konsultantów mówiących po rosyjsku i ukraińsku. W BZ WBK obywatele Ukrainy mogą liczyć na obsługę na infolinii w swoim ojczystym języku. Także strona banku dostępna jest po ukraińsku. Specjalne konta dla Ukraińców oferują też Pekao S.A., Getin Bank, czy Bank Millennium. Ukraińców też dosyć szybko, bo już dwa lata temu, zauważyły telekomy. Jako pierwszy specjalną ofertę połączeń na Ukrainę przygotował T-Mobile, a konkretnie Heyah. Play w ubiegłym roku podszedł do tematu naprawdę na poważnie. Blondynka z reklamy Playa szalała na minikoncercie ukraińskiego zespołu – Okean Elzy. Na dole ekranu pojawia się informacja w języku ukraińskim o specjalnych stawkach połączeń i smsów na Ukrainę.

Nowych klientów z ich własnymi przyzwyczajeniami i ulubionymi produktami powoli zauważa też handel. Carrefour wprowadził na początku tego roku “półkę ukraińską” czyli specjalne produkty dla Ukraińców mieszkających w Polsce.

Ukraiński wpływ widać też coraz częściej w życiu kulturalnym dużych miast. Choćby w ofercie klubów, które coraz częściej decydują się na organizowanie koncertów ukraińskich zespołów muzycznych. W grudniu 2017 roku w warszawskim klubie Progresja grał kultowy ukraiński zespół hip-hopowy Griby, a w marcu zespół 5'nizza, niedawno trasę koncertową w największych polskich miastach zagrał piosenkarz Monatik. Odbiciem tych zmian jest również tegoroczna edycja festiwalu „Warszawa w Budowie”, organizowana przez Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i Muzeum Warszawy. Oferta kulturalna w języku rosyjskim i ukraińskim zaczęła też pojawiać się w programie instytucji poza Warszawą, m.in. we Wrocławiu i Lublinie, dwóch miastach szczególnie popularnych wśród ukraińskiej młodzieży studiującej w Polsce.

Klara Klinger ("Dziennik Gazeta Prawna")
Sylwia Czubkowska („Gazeta Wyborcza”) 

Zobacz także:

Inne archiwalne wydarzenia z tego cyklu:

11:00 Warsztaty Bardzo szczęśliwy blok mieszkalny. Warsztaty dostosowane do potrzeb dzieci z ASD Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
13:00 Warsztaty Podglądacze sztuki. Działania rodzinne Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
16:00 Oprowadzanie Oprowadzanie w języku angielskim po wystawie „Sąsiedzi” Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
18:00 Film KIJÓW W BUDOWIE. Pokaz filmów o ukraińskich projektach miejskich«Київ у будові». Покази українських урбаністичних проектів MUZEUM na Pańskiej
Pańska 3 , Warszawa
14:00 Oprowadzanie Oprowadzanie w języku ukraińskim po wystawie „Sąsiedzi”Екскурсія по виставці «Сусіди» українською мовою Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
16:00 Oprowadzanie Oprowadzanie kuratorskie po wystawie „Sąsiedzi”Кураторська екскурсія фестивальною виставкою «Сусіди» Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
17:00 Spotkanie Miasto i jego krajobraz. Wokół ukraińskiej architektury modernistycznejМісто і його ландшафт. Навколо модерністської архітектури в Україні MUZEUM na Pańskiej
Pańska 3 , Warszawa
15:00 Oprowadzanie Oprowadzanie po wystawie „Sąsiedzi”. Popołudnie w Muzeum Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa
18:00 Oprowadzanie Oprowadzanie w Polskim Języku Migowym po wystawie „Sąsiedzi” Pawilon Cepelii
Marszałkowska 99/101, Warszawa