Magazyn MSN
DZIENNIK KRĄŻENIA JUNE CRESPO
JUNE CRESPO, DZIENNIK

Poniżej prezentujemy wybór z dzienników June Crespo, opublikowanych w całości w 2024 roku, pod tytułem Vascular, przez Caniche Editorial we współpracy z Museo Guggenheim Bilbao.
23 marca
Zmiana układu. Przesuwam jedną z modułowych części. Przestawienie korpusu.
W efekcie zyskuje na przestrzenności, po bokach. Była gałęzią, teraz jest mostem.
Decentrowanie środka. Nie ma jednej wspólnej podstawy.
28 marca
Dodaję więcej wosku, żeby wydłużyć lub złączyć pewne części. Może to kwestia uciekającego czasu, ale nigdy wcześniej nie używałam wosku na gotowym odlewie. Podoba mi się zmiana barwy i materialności, jaką wnosi wosk – w kontraście z brązem. Może tak to zostawię.
30 marca
Pokazuję K. zdjęcie fragmentu rzeźby z dodanymi częściami z wosku. K. mówi, że chciałoby się to polizać.
Układam fragmenty składające się na łodyżkę. Postanawiamy je stopić.
Odlewanie bez formy.
12 kwietnia
Postanowiłam dodać trzeci korpus, w pozycji odwróconej. Mocujemy je, nagrzewając jego część i następnie dociskając.
Przez każdy z korpusów muszą przechodzić stalowe pręty, dla wzmocnienia, i trzeba nałożyć pastę woskową, żeby korpusy nie uległy zniekształceniu.
Zmiana układu. Przesuwam jedną z modułowych części. Przestawienie korpusu.
W efekcie zyskuje na przestrzenności, po bokach. Była gałęzią, teraz jest mostem.
Decentrowanie środka. Nie ma jednej wspólnej podstawy.
28 marca
Dodaję więcej wosku, żeby wydłużyć lub złączyć pewne części. Może to kwestia uciekającego czasu, ale nigdy wcześniej nie używałam wosku na gotowym odlewie. Podoba mi się zmiana barwy i materialności, jaką wnosi wosk – w kontraście z brązem. Może tak to zostawię.
30 marca
Pokazuję K. zdjęcie fragmentu rzeźby z dodanymi częściami z wosku. K. mówi, że chciałoby się to polizać.
Układam fragmenty składające się na łodyżkę. Postanawiamy je stopić.
Odlewanie bez formy.
12 kwietnia
Postanowiłam dodać trzeci korpus, w pozycji odwróconej. Mocujemy je, nagrzewając jego część i następnie dociskając.
Przez każdy z korpusów muszą przechodzić stalowe pręty, dla wzmocnienia, i trzeba nałożyć pastę woskową, żeby korpusy nie uległy zniekształceniu.
JUNE CRESPO
No Osso (Occipital)
2023 (detal). Fot. Roberto Ruiz

Hortensja niebieska
24–25 kwietnia
Pierwszy etap gipsowego odlewu (na wosk tracony). To uderzające, widzieć na własne oczy teksturę tego fizycznego wysiłku, jaki trzeba było włożyć w pracę z gipsem w takiej skali. Dłoń zostawia dosłowne ślady. Potem wzmocnienie przez dodanie żebrowanych prętów.
Kojarzą mi się prace Barbary Hepworth.
Powtarzam w wosku moduł z trzema korpusami. Metalowy odlew pozwoli mi uzyskać więcej szczegółu – np. kolce kwiatu, każdy ostry i spiczasty.
15 maja
Z formy teraz zdjęto wosk i wzmocniono ją drucianą siatką.
Ze szczytu drabiny oglądam otwory w formie, przez które do środka wchodzi szkielet. Zaglądam głęboko do wnętrza, tak daleko, jak tylko dosięga mój wzrok. Subtelne światło pada niedaleko dna.
Cieniutkie gipsowe ścianki odmieniają tę przestrzeń negatywną, która wcześniej powstawała między korpusami.
Ich brzegi są organiczne.
Ten widok przypomina mi wnętrze formy, którą przygotowywałam lata temu. Tamtym razem wolna przestrzeń pomiędzy nogami i biodrem manekina miała w sobie coś architektonicznego.
16 maja
COFAĆ SIĘ, BY POSUWAĆ SIĘ NAPRZÓD
Intrygują mnie te małe modele, które powstały z połączenia dwóch lub trzech korpusów. Przypominają stawy. Nogi. Kolana.
Ale kiedy powiększyć je do ludzkiej skali – zaczynają wyglądać potwornie, monstrualnie.
Moduł z trzema korpusami, ułożony poziomo, przywodzi na myśl obraz prędkości, aerodynamiki.
Nie zapominać o tych rzeźbach, w których zawiera się sam proces. Making-of. Próby i błędy. Krojenie i składanie z powrotem. Wyzwanie polega na tym, by zachować ten charakter przy przejściu do większej skali.
Pragnienie procesu. Wydarzania się. Przezwyciężać ten bezwład, jakim jest parcie na natychmiastowy efekt.
Nie rozwiązywać. Odkładać rozwiązanie.
W ostatnich tygodniach cała masa zakłóceń, do tego inne projekty pochłaniające mój czas (a także emocjonalne huśtawki i wybuchy). Uspokaja mnie myśl o tym, że przynajmniej gdzieś indziej – daleko stąd, w odlewni – ktoś posuwa naprzód mój projekt.
Oczyszczam się. Uczę się mówić nie.
17 maja
Rozmyślając o rzeźbach z asfaltu i betonu, jakie chciałabym wykonać, wracam do pomysłu z korpusami mocowanymi do ściany przez naprężenie i grawitację. Układ linek na ścianie.
Listwy
Wkręty ciągnące
Glina
Gips i esparto
Pręty żebrowane 6 mm
Silikon
Żywica akrylowa i tkanina czterokierunkowa
Wazelina
Grube arkusze octanowe
Plan na początek czerwca:
modelowanie i poszukiwania drugiego kwiatu.
22 maja
Kiedy ostatnio spędzałam czas w sali 105 w Guggenheimie w Bilbao, miałam wciąż z tyłu głowy to, że moja praca znajdzie się w towarzystwie Maman Louise Bourgeois, stojącej na zewnątrz muzeum. Od 2020 roku odwiedzam tę salę co jakiś czas, po to, żeby fizycznie poczuć przestrzeń – całym ciałem. Niewidzący wzrok. A właściwie: projekcja. Nie potrafiłam się skupić na pokazywanych pracach. Xabier Salaberria, Doris Salcedo, Cristina Iglesias, Richard Artschwager… ich prace nagle stały się dla mnie miarą wysokości, narzędziem do badania relacji między rzeźbiarską bryłą a wolną przestrzenią w pomieszczeniu.
Louise, widzę cię. Chcę dla siebie czegoś, co ty masz. Realności.
Torsy i popiersia okryte domowymi tekstyliami, ręcznikami, tapiseriami. Krągłości ciała, z ich gęstością i masą, ale i z jakimś wewnętrznym napięciem, które je unosi. Materiał: połatana, pozszywana skóra, z mnóstwem blizn. Jak muskulatura odnóży Maman, w której też jest mnóstwo spoin, łączących odcinki wklęsłych i wypukłych rurek.
Po tym, jak minionego lata zobaczyłam wystawę The Woven Child [Utkane dziecię] (Gropius Bau, Berlin), zechciałam wrócić do określonego rodzaju jakości i sposobu pracy z tekstyliami: mniej drobiazgowego, mniej wyrafinowanego.
Zachciało mi się wrócić do ubrań – już nie drapowanie i przezroczystości, ale prawdziwe sztuki odzieży, brudne i znoszone, rzucane między inne obiekty. Na przykład moje ukochane spodnie, przetarte po wewnętrznych stronach ud.
Zdarzało się tak, że częścią moich prac stawały się ubrania, które nosiłam, które akurat miałam na sobie – z potrzeby chwili, w niezapośredniczonym niczym geście. Nie zadawszy sobie trudu, żeby je uprać.
Ubrania ciekawią mnie, ponieważ mają swoją strukturę – szwy i otwory odzwierciedlające formę ludzkiego ciała. Czasem wybieram tę a nie inną sztukę odzieży ze względu na kolor albo teksturę. Ze względu na to, że jest rozciągliwa lub ma podbicie, że jest ciepła lub błyszczy, że jest przezroczysta lub w jakiś psychodeliczny wzór.
To samo dotyczy koców, dywaników, narzut.
Za pomocą tekstyliów wnoszę do prac kolor i przekazuję określony afekt. Specyfika gestu dokłada się do specyfiki materiału.
Jeszcze nie było tak, by coś, co tworzę z istniejących przedmiotów, powiodło się za pierwszym razem. Zawsze muszę najpierw się z czegoś wycofać. Dodaję zapięcia, tak żeby daną kompozycję dało się później złożyć od nowa w inny sposób. W takich wypadkach interesuje mnie to, jak rzeczy się wypuczają – albo to specyficzne, satysfakcjonujące oklapnięcie. A także luzy w bryłach i w prześwitach.
Pamiętam, że w dzieciństwie wymyślałam i szyłam ubranka dla moich pluszaków – z kawałków koronek, ściereczek i łat, które dawała mi mama. A jeszcze wcześniej robiłam sobie małe asamblaże z pestek wiśni, wykałaczek, kłaczków wełny…
Te czynności, którym oddajemy się, kiedy nikt nie patrzy.
Chciałabym teraz połączyć w jedno dwie równie żywotne własności, mianowicie intymność i władzę – jakości o różnej temperaturze, różnej skali, z różnymi konsekwencjami.
Pierwszy etap gipsowego odlewu (na wosk tracony). To uderzające, widzieć na własne oczy teksturę tego fizycznego wysiłku, jaki trzeba było włożyć w pracę z gipsem w takiej skali. Dłoń zostawia dosłowne ślady. Potem wzmocnienie przez dodanie żebrowanych prętów.
Kojarzą mi się prace Barbary Hepworth.
Powtarzam w wosku moduł z trzema korpusami. Metalowy odlew pozwoli mi uzyskać więcej szczegółu – np. kolce kwiatu, każdy ostry i spiczasty.
15 maja
Z formy teraz zdjęto wosk i wzmocniono ją drucianą siatką.
Ze szczytu drabiny oglądam otwory w formie, przez które do środka wchodzi szkielet. Zaglądam głęboko do wnętrza, tak daleko, jak tylko dosięga mój wzrok. Subtelne światło pada niedaleko dna.
Cieniutkie gipsowe ścianki odmieniają tę przestrzeń negatywną, która wcześniej powstawała między korpusami.
Ich brzegi są organiczne.
Ten widok przypomina mi wnętrze formy, którą przygotowywałam lata temu. Tamtym razem wolna przestrzeń pomiędzy nogami i biodrem manekina miała w sobie coś architektonicznego.
16 maja
COFAĆ SIĘ, BY POSUWAĆ SIĘ NAPRZÓD
Intrygują mnie te małe modele, które powstały z połączenia dwóch lub trzech korpusów. Przypominają stawy. Nogi. Kolana.
Ale kiedy powiększyć je do ludzkiej skali – zaczynają wyglądać potwornie, monstrualnie.
Moduł z trzema korpusami, ułożony poziomo, przywodzi na myśl obraz prędkości, aerodynamiki.
Nie zapominać o tych rzeźbach, w których zawiera się sam proces. Making-of. Próby i błędy. Krojenie i składanie z powrotem. Wyzwanie polega na tym, by zachować ten charakter przy przejściu do większej skali.
Pragnienie procesu. Wydarzania się. Przezwyciężać ten bezwład, jakim jest parcie na natychmiastowy efekt.
Nie rozwiązywać. Odkładać rozwiązanie.
W ostatnich tygodniach cała masa zakłóceń, do tego inne projekty pochłaniające mój czas (a także emocjonalne huśtawki i wybuchy). Uspokaja mnie myśl o tym, że przynajmniej gdzieś indziej – daleko stąd, w odlewni – ktoś posuwa naprzód mój projekt.
Oczyszczam się. Uczę się mówić nie.
17 maja
Rozmyślając o rzeźbach z asfaltu i betonu, jakie chciałabym wykonać, wracam do pomysłu z korpusami mocowanymi do ściany przez naprężenie i grawitację. Układ linek na ścianie.
Listwy
Wkręty ciągnące
Glina
Gips i esparto
Pręty żebrowane 6 mm
Silikon
Żywica akrylowa i tkanina czterokierunkowa
Wazelina
Grube arkusze octanowe
Plan na początek czerwca:
modelowanie i poszukiwania drugiego kwiatu.
22 maja
Kiedy ostatnio spędzałam czas w sali 105 w Guggenheimie w Bilbao, miałam wciąż z tyłu głowy to, że moja praca znajdzie się w towarzystwie Maman Louise Bourgeois, stojącej na zewnątrz muzeum. Od 2020 roku odwiedzam tę salę co jakiś czas, po to, żeby fizycznie poczuć przestrzeń – całym ciałem. Niewidzący wzrok. A właściwie: projekcja. Nie potrafiłam się skupić na pokazywanych pracach. Xabier Salaberria, Doris Salcedo, Cristina Iglesias, Richard Artschwager… ich prace nagle stały się dla mnie miarą wysokości, narzędziem do badania relacji między rzeźbiarską bryłą a wolną przestrzenią w pomieszczeniu.
Louise, widzę cię. Chcę dla siebie czegoś, co ty masz. Realności.
Torsy i popiersia okryte domowymi tekstyliami, ręcznikami, tapiseriami. Krągłości ciała, z ich gęstością i masą, ale i z jakimś wewnętrznym napięciem, które je unosi. Materiał: połatana, pozszywana skóra, z mnóstwem blizn. Jak muskulatura odnóży Maman, w której też jest mnóstwo spoin, łączących odcinki wklęsłych i wypukłych rurek.
Po tym, jak minionego lata zobaczyłam wystawę The Woven Child [Utkane dziecię] (Gropius Bau, Berlin), zechciałam wrócić do określonego rodzaju jakości i sposobu pracy z tekstyliami: mniej drobiazgowego, mniej wyrafinowanego.
Zachciało mi się wrócić do ubrań – już nie drapowanie i przezroczystości, ale prawdziwe sztuki odzieży, brudne i znoszone, rzucane między inne obiekty. Na przykład moje ukochane spodnie, przetarte po wewnętrznych stronach ud.
Zdarzało się tak, że częścią moich prac stawały się ubrania, które nosiłam, które akurat miałam na sobie – z potrzeby chwili, w niezapośredniczonym niczym geście. Nie zadawszy sobie trudu, żeby je uprać.
Ubrania ciekawią mnie, ponieważ mają swoją strukturę – szwy i otwory odzwierciedlające formę ludzkiego ciała. Czasem wybieram tę a nie inną sztukę odzieży ze względu na kolor albo teksturę. Ze względu na to, że jest rozciągliwa lub ma podbicie, że jest ciepła lub błyszczy, że jest przezroczysta lub w jakiś psychodeliczny wzór.
To samo dotyczy koców, dywaników, narzut.
Za pomocą tekstyliów wnoszę do prac kolor i przekazuję określony afekt. Specyfika gestu dokłada się do specyfiki materiału.
Jeszcze nie było tak, by coś, co tworzę z istniejących przedmiotów, powiodło się za pierwszym razem. Zawsze muszę najpierw się z czegoś wycofać. Dodaję zapięcia, tak żeby daną kompozycję dało się później złożyć od nowa w inny sposób. W takich wypadkach interesuje mnie to, jak rzeczy się wypuczają – albo to specyficzne, satysfakcjonujące oklapnięcie. A także luzy w bryłach i w prześwitach.
Pamiętam, że w dzieciństwie wymyślałam i szyłam ubranka dla moich pluszaków – z kawałków koronek, ściereczek i łat, które dawała mi mama. A jeszcze wcześniej robiłam sobie małe asamblaże z pestek wiśni, wykałaczek, kłaczków wełny…
Te czynności, którym oddajemy się, kiedy nikt nie patrzy.
Chciałabym teraz połączyć w jedno dwie równie żywotne własności, mianowicie intymność i władzę – jakości o różnej temperaturze, różnej skali, z różnymi konsekwencjami.

JUNE CRESPO
Cheek to Cheek
2015. Fot. Daniel Mera

June Crespo
[rysunek]
12 czerwca
[…] dłonie niespiesznie gładzą stary drewniany stół. Kamera przechodzi z jednej ręki na drugą, podczas gdy każda z nich kreśli w kółko na blacie jeden i ten sam znak. Rejestrowany gest – kreślony wciąż od nowa iks – nie zmienia się i sprawia wrażenie, jakby miał nigdy się nie skończyć[*]*Video by Bruce Nauman, Practice, 2022. Art Basel Unlimited..
13 czerwca (Barcelona)
Dostałam wycenę za obrabiany maszynowo polistyren. Idę w to.
Działam POD WPŁYWEM IMPULSU, Z POTRZEBY CHWILI.
Podejmuję ryzyko, choć po prawdzie to nie wydaje się racjonalne. Ciekawe, czy presja i uciekający czas sprawiają, że się powtarzam. Mimo wszystko ufam, że zaprowadzi mnie to do czegoś nowego.
Pracuję z tym, co mam. Szukam nowych form według skanów 3D kwiatów, które wykonałam na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Program łączy je z sobą losowo: amarylis, frezja, hiacynt, irys, czermień, anturium…
…przecinają się.
15 czerwca
Odwiedziny w laboratorium materiałowym Sorigué. Potwierdza się moje przypuszczenie, że asfalt jest trudny w obróbce z uwagi na jego plastyczność oraz fakt, że trzeba go ubijać.
Rozważam pracę z rozgrzanym asfaltem: wlewanie go w pewnego rodzaju skórę z prześwitującej żywicy.
Widziałam próbki betonu ze żwirem rzecznym. W przekroju dobrze widać skład i morfologię materiału.
16 czerwca
Kompozyt z gumy piankowej z recyklingu.
20 czerwca (Eibar)
Most: asamblaż dwóch rzeźb z wosku, zestawionych naprzeciw jednej betonowej. Kompletna i zarazem otwarta forma.
Nie do końca się z sobą stykają. Jest echo.
26 czerwca
Hortensja niebieska
28 czerwca
Języki asfaltu
30 czerwca
We czwórkę udaje nam się unieść rzeźbę, jakby to był feretron – po jednej osobie z każdej strony.
Tak właśnie będziemy ją nieść, odlaną w wosku, prawdopodobnie czerwonym, przez Los Monegres i Deltę Ebro[5]5Mònica Planes i David Bestué zaproponowali mi, byśmy załadowali rzeźbę do ciężarówki i przejechali przez szereg konkretnych miejsc na mapie. Byłaby to podróżująca wystawa, zarazem procesja i celebracja. Chodziło o to, by grupa ludzi, niosąc rzeźbę na własnych barkach, przeprowadziła ją przez różne krajobrazy. Chodziło o realny fizyczny wysiłek, o to, żeby się spocić – a potem wspólnie się posilać..
Myślę o tym, jak po drodze w wosku będą zostawać ślady; w końcu poniesiemy rzeźbę przez bujne pole ryżowe, do rzeki…
Woda przedostająca się do środka i znów wylewająca się z rurek/łodyżek.
Przecinamy rzeźbę na pół, inaczej nie zmieści się w dostawczaku.
6 lipca (Bilbao)
Ta odwrócona rzeźba mogłaby chyba być fontanną.
11 lipca
Zaczynamy prace nad formą do rzeźby ze styropianu. W pracowni jest nas kilkoro. Szacuję, że zajmie nam to resztę lipca i jeszcze część sierpnia.
Męczymy się, z powodu rozmiarów forma jest strasznie ciężka – ale powstają ciekawe obrazy i mam okazję przetestować szereg różnych pozycji.
Linie podziału. Rozczłonkowane części, rozłożone teraz na horyzontalnej płaszczyźnie stołu, przypominają figury – leżące na blacie albo unoszące w górę jedną nogę.
Bardzo podoba mi się linia, jaką kreśli zakrzywiony pręt wzmacniający obudowę.
12 lipca
Wyciągamy rzeźby na parking, tak żeby móc je obejść, obejrzeć z różnych stron i z dystansu.
Jedno z aut, stojące tuż obok, jest mniej więcej tej samej wielkości co rzeźba ze skrzyżowanymi rurkami.
Dzięki nieporozumieniu w kwestii średnicy metalowej osłony nareszcie mam to: rurka musi być cieńsza i iść w górę, pomiędzy łodyżkę a rury wielkości 150 cm.
Zaczynam rozmyślać nad tym, czego należałoby użyć w charakterze podpór rzeźb. Może wózki hydrauliczne? Sfatygowane stoły warsztatowe? Nowe stoły?
Rozłożyć metalowe arkusze na różnego rodzaju biurkach i stołach?
Przypomina mi się instalacja pt. Szczęśliwe zakończenie Ameryki Franza Kafki (1994) Martina Kippenbergera.
17–18–19–20 lipca
Kontynuujemy prace nad formą.
To repetytywna, fizyczna robota.
26 lipca
Manicure
Strzyżenie
Pranie
Pakowanie
28 lipca (Florencja)
Santa Felicita → Zdjęcie z krzyża Pontorma.
Muzeum Bargello → rękojeści od mieczy, sztylety z zakrzywionym ostrzem, zbroje i hełmy.
29–30 lipca (Bolonia)
Museo di Palazzo Poggi → woskowe modele anatomiczne. Sala poświęcona w całości położnictwu. Modele wszystkich możliwych komplikacji przy porodzie.
Umięśnienie przypominające sklepienie krzyżowo-żebrowe w Bazylice św. Petroniusza, przy Piazza Maggiore w Bolonii.
Zorientowanie, natarcie.
Drze naprzód i hamuje się.
Zastygły wyraz twarzy – taki pusty.
Ból przeniesiony na szaty, ich zagniecenia.
2 sierpnia (Arpino)
Wypad za miasto. Widzę łodyżkę jeżyny, myślę o utrwalaniu innych typów łodyżek. Poziome kanały, powiększone i wyniesione.
Marta czyta nam protofeministyczną przemowę Marceli z pierwszego tomu Don Kichota.
15 sierpnia (Bilbao)
Czy koniecznie muszę ustalić jakąś wewnętrzną logikę na potrzeby skanów tekstyliów i rysunków szpilek?
Gdy je powtarzam, czy wówczas tracą na znaczeniu? A może właśnie zyskują, przez nagromadzenie?
16 sierpnia
Chcę złączyć kolce jeżyny, za ich ostre końce. Kolce i długa rurka.
Szukam zdjęć krzewu jeżyny, żeby go narysować, zamiast tego trafiam na zdjęcia rękojeści od mieczy przypominających warzywne motywy.
21–22 sierpnia
W pracowni kończymy odlewniczą formę.
Jest ogromna i strasznie ciężka. W środku wygląda jak pieczara, albo jak kostna struktura, ze szwami jak w czaszce.
Zmieniam układ części ze styropianu, tych pokrytych gliną, też w zestawieniu z rozłupanymi fragmentami. Parami wyglądają jak kolana, łokcie czy jeszcze inne stawy. Albo plecy lub udo u większych ssaków.
Ciepła, autentyczna powierzchnia.
30 sierpnia
Myślę o możliwości poruszania wszystkimi pionowymi elementami.
Od kolumny do poziomego przewodu.
5–6 września
Staram się dać sobie dość czasu na generalną rewizję pracy. Dodaję trochę materii dla wzmocnienia kontrastu.
Pigmentowany wosk (albo nawet styropian) jako docelowy materiał?
To takie ważne, żeby zobaczyć rzeźby JEDNĄ OBOK DRUGIEJ – i żeby wykonywać różne czynności, które zmuszą mnie do CHODZENIA NAOKOŁO rzeźb, oddalania się od nich, wychodzenia na zewnątrz, otwierania drzwi i wchodzenia z powrotem do środka, zapominania o nich i stykania się z nimi na nowo.
Zachowanie tego, co esencjonalne.
Porzucanie.
Proces przycinania/redagowania/czyszczenia: wlewów i konstrukcji, rusztowań, podpór i rozpórek.
„Więcej powietrza”[20]20Review by Jaime Cuenca of my exhibition entre alguien y algo in the newspaper Bilbao..
17 września
Już dobrych parę dni martwię się o prace, które muszę dokończyć. W środku jakaś część mnie jest przybita, zrezygnowana, jak gdyby wszystko było już przesądzone, jakbym sama nie miała już na nic wpływu. I chociaż czuję się bezsilna, to wciąż wierzę, że mam czas i uda mi się nadać temu mój własny rys.
Wyraźny obraz: zwykły T-shirt, w jasnym kolorze, starannie złożony.
4–5 października
Złożyliśmy ostatnią woskową rzeźbę, z przeszywającą ją metalową konstrukcją. Nalegam – chociaż wiąże się to z pewnym ryzykiem – żebyśmy w zestawieniu z pozostałymi odwrócili ją do góry nogami. Muszę ocenić, czy wskutek pomyłki i powiększonej skali rzeźby nie przestały do siebie pasować.
Wygląda, jakby opierała się na dwóch, trzech, czterech nogach. Rozcięte biodro, mniej więcej tam, gdzie grzebień biodrowy.
Tors wydrążony.
Zastanawiam się, jak można byłoby puścić środkiem wodę, tak żeby wypływała przez pęknięcia, które powstały w miejscach łączenia poszczególnych części. Spodobała mi się myśl o rzeźbie, która sika z różnych swoich otworów.
15 października
Jak to jest, że wieczne niezadowolenie potrafi być siłą napędową działania? To jego nieodłączna część.
Różnicę robi to, czy kurczowo trzymasz się tego niezadowolenia. Przez wiele lat utożsamiałam się z tym poczuciem – do tego stopnia, że wyparło ono poczucie szczęścia, nie pozwalało się cieszyć jakimkolwiek sukcesem.
Iść na wystawę w pojedynkę, z zapasem czasu i w określonym stanie ducha – tak można rzeczywiście doświadczyć sztuki.
Pójść na tę samą wystawę kilkakrotnie – zdać sobie sprawę z różnic w percepcji.
Pokazać tę samą pracę w różnych okolicznościach – wtedy inni mogą wejść w nią, mogą coś o niej powiedzieć.
17 października
Fizyczne wyczerpanie.
Kilkakrotnie przerywam, moje ciało domaga się odpoczynku.
Pracuję nad detalami powierzchni woskowej rzeźby o wymiarach 2,26 × 2,90 m.
Czuję presję czasu, ale postanawiam się nie spieszyć, pracować powoli – jak nakazuje to, co w tej chwili robię.
(Myjąc ręce, pomyślałam o czymś ważnym, a potem wyleciało mi to z głowy).
[…] dłonie niespiesznie gładzą stary drewniany stół. Kamera przechodzi z jednej ręki na drugą, podczas gdy każda z nich kreśli w kółko na blacie jeden i ten sam znak. Rejestrowany gest – kreślony wciąż od nowa iks – nie zmienia się i sprawia wrażenie, jakby miał nigdy się nie skończyć[*]*Video by Bruce Nauman, Practice, 2022. Art Basel Unlimited..
13 czerwca (Barcelona)
Dostałam wycenę za obrabiany maszynowo polistyren. Idę w to.
Działam POD WPŁYWEM IMPULSU, Z POTRZEBY CHWILI.
Podejmuję ryzyko, choć po prawdzie to nie wydaje się racjonalne. Ciekawe, czy presja i uciekający czas sprawiają, że się powtarzam. Mimo wszystko ufam, że zaprowadzi mnie to do czegoś nowego.
Pracuję z tym, co mam. Szukam nowych form według skanów 3D kwiatów, które wykonałam na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Program łączy je z sobą losowo: amarylis, frezja, hiacynt, irys, czermień, anturium…
…przecinają się.
15 czerwca
Odwiedziny w laboratorium materiałowym Sorigué. Potwierdza się moje przypuszczenie, że asfalt jest trudny w obróbce z uwagi na jego plastyczność oraz fakt, że trzeba go ubijać.
Rozważam pracę z rozgrzanym asfaltem: wlewanie go w pewnego rodzaju skórę z prześwitującej żywicy.
Widziałam próbki betonu ze żwirem rzecznym. W przekroju dobrze widać skład i morfologię materiału.
16 czerwca
Kompozyt z gumy piankowej z recyklingu.
20 czerwca (Eibar)
Most: asamblaż dwóch rzeźb z wosku, zestawionych naprzeciw jednej betonowej. Kompletna i zarazem otwarta forma.
Nie do końca się z sobą stykają. Jest echo.
26 czerwca
Hortensja niebieska
28 czerwca
Języki asfaltu
30 czerwca
We czwórkę udaje nam się unieść rzeźbę, jakby to był feretron – po jednej osobie z każdej strony.
Tak właśnie będziemy ją nieść, odlaną w wosku, prawdopodobnie czerwonym, przez Los Monegres i Deltę Ebro[5]5Mònica Planes i David Bestué zaproponowali mi, byśmy załadowali rzeźbę do ciężarówki i przejechali przez szereg konkretnych miejsc na mapie. Byłaby to podróżująca wystawa, zarazem procesja i celebracja. Chodziło o to, by grupa ludzi, niosąc rzeźbę na własnych barkach, przeprowadziła ją przez różne krajobrazy. Chodziło o realny fizyczny wysiłek, o to, żeby się spocić – a potem wspólnie się posilać..
Myślę o tym, jak po drodze w wosku będą zostawać ślady; w końcu poniesiemy rzeźbę przez bujne pole ryżowe, do rzeki…
Woda przedostająca się do środka i znów wylewająca się z rurek/łodyżek.
Przecinamy rzeźbę na pół, inaczej nie zmieści się w dostawczaku.
6 lipca (Bilbao)
Ta odwrócona rzeźba mogłaby chyba być fontanną.
11 lipca
Zaczynamy prace nad formą do rzeźby ze styropianu. W pracowni jest nas kilkoro. Szacuję, że zajmie nam to resztę lipca i jeszcze część sierpnia.
Męczymy się, z powodu rozmiarów forma jest strasznie ciężka – ale powstają ciekawe obrazy i mam okazję przetestować szereg różnych pozycji.
Linie podziału. Rozczłonkowane części, rozłożone teraz na horyzontalnej płaszczyźnie stołu, przypominają figury – leżące na blacie albo unoszące w górę jedną nogę.
Bardzo podoba mi się linia, jaką kreśli zakrzywiony pręt wzmacniający obudowę.
12 lipca
Wyciągamy rzeźby na parking, tak żeby móc je obejść, obejrzeć z różnych stron i z dystansu.
Jedno z aut, stojące tuż obok, jest mniej więcej tej samej wielkości co rzeźba ze skrzyżowanymi rurkami.
Dzięki nieporozumieniu w kwestii średnicy metalowej osłony nareszcie mam to: rurka musi być cieńsza i iść w górę, pomiędzy łodyżkę a rury wielkości 150 cm.
Zaczynam rozmyślać nad tym, czego należałoby użyć w charakterze podpór rzeźb. Może wózki hydrauliczne? Sfatygowane stoły warsztatowe? Nowe stoły?
Rozłożyć metalowe arkusze na różnego rodzaju biurkach i stołach?
Przypomina mi się instalacja pt. Szczęśliwe zakończenie Ameryki Franza Kafki (1994) Martina Kippenbergera.
17–18–19–20 lipca
Kontynuujemy prace nad formą.
To repetytywna, fizyczna robota.
26 lipca
Manicure
Strzyżenie
Pranie
Pakowanie
28 lipca (Florencja)
Santa Felicita → Zdjęcie z krzyża Pontorma.
Muzeum Bargello → rękojeści od mieczy, sztylety z zakrzywionym ostrzem, zbroje i hełmy.
29–30 lipca (Bolonia)
Museo di Palazzo Poggi → woskowe modele anatomiczne. Sala poświęcona w całości położnictwu. Modele wszystkich możliwych komplikacji przy porodzie.
Umięśnienie przypominające sklepienie krzyżowo-żebrowe w Bazylice św. Petroniusza, przy Piazza Maggiore w Bolonii.
Zorientowanie, natarcie.
Drze naprzód i hamuje się.
Zastygły wyraz twarzy – taki pusty.
Ból przeniesiony na szaty, ich zagniecenia.
2 sierpnia (Arpino)
Wypad za miasto. Widzę łodyżkę jeżyny, myślę o utrwalaniu innych typów łodyżek. Poziome kanały, powiększone i wyniesione.
Marta czyta nam protofeministyczną przemowę Marceli z pierwszego tomu Don Kichota.
15 sierpnia (Bilbao)
Czy koniecznie muszę ustalić jakąś wewnętrzną logikę na potrzeby skanów tekstyliów i rysunków szpilek?
Gdy je powtarzam, czy wówczas tracą na znaczeniu? A może właśnie zyskują, przez nagromadzenie?
16 sierpnia
Chcę złączyć kolce jeżyny, za ich ostre końce. Kolce i długa rurka.
Szukam zdjęć krzewu jeżyny, żeby go narysować, zamiast tego trafiam na zdjęcia rękojeści od mieczy przypominających warzywne motywy.
21–22 sierpnia
W pracowni kończymy odlewniczą formę.
Jest ogromna i strasznie ciężka. W środku wygląda jak pieczara, albo jak kostna struktura, ze szwami jak w czaszce.
Zmieniam układ części ze styropianu, tych pokrytych gliną, też w zestawieniu z rozłupanymi fragmentami. Parami wyglądają jak kolana, łokcie czy jeszcze inne stawy. Albo plecy lub udo u większych ssaków.
Ciepła, autentyczna powierzchnia.
30 sierpnia
Myślę o możliwości poruszania wszystkimi pionowymi elementami.
Od kolumny do poziomego przewodu.
5–6 września
Staram się dać sobie dość czasu na generalną rewizję pracy. Dodaję trochę materii dla wzmocnienia kontrastu.
Pigmentowany wosk (albo nawet styropian) jako docelowy materiał?
To takie ważne, żeby zobaczyć rzeźby JEDNĄ OBOK DRUGIEJ – i żeby wykonywać różne czynności, które zmuszą mnie do CHODZENIA NAOKOŁO rzeźb, oddalania się od nich, wychodzenia na zewnątrz, otwierania drzwi i wchodzenia z powrotem do środka, zapominania o nich i stykania się z nimi na nowo.
Zachowanie tego, co esencjonalne.
Porzucanie.
Proces przycinania/redagowania/czyszczenia: wlewów i konstrukcji, rusztowań, podpór i rozpórek.
„Więcej powietrza”[20]20Review by Jaime Cuenca of my exhibition entre alguien y algo in the newspaper Bilbao..
17 września
Już dobrych parę dni martwię się o prace, które muszę dokończyć. W środku jakaś część mnie jest przybita, zrezygnowana, jak gdyby wszystko było już przesądzone, jakbym sama nie miała już na nic wpływu. I chociaż czuję się bezsilna, to wciąż wierzę, że mam czas i uda mi się nadać temu mój własny rys.
Wyraźny obraz: zwykły T-shirt, w jasnym kolorze, starannie złożony.
4–5 października
Złożyliśmy ostatnią woskową rzeźbę, z przeszywającą ją metalową konstrukcją. Nalegam – chociaż wiąże się to z pewnym ryzykiem – żebyśmy w zestawieniu z pozostałymi odwrócili ją do góry nogami. Muszę ocenić, czy wskutek pomyłki i powiększonej skali rzeźby nie przestały do siebie pasować.
Wygląda, jakby opierała się na dwóch, trzech, czterech nogach. Rozcięte biodro, mniej więcej tam, gdzie grzebień biodrowy.
Tors wydrążony.
Zastanawiam się, jak można byłoby puścić środkiem wodę, tak żeby wypływała przez pęknięcia, które powstały w miejscach łączenia poszczególnych części. Spodobała mi się myśl o rzeźbie, która sika z różnych swoich otworów.
15 października
Jak to jest, że wieczne niezadowolenie potrafi być siłą napędową działania? To jego nieodłączna część.
Różnicę robi to, czy kurczowo trzymasz się tego niezadowolenia. Przez wiele lat utożsamiałam się z tym poczuciem – do tego stopnia, że wyparło ono poczucie szczęścia, nie pozwalało się cieszyć jakimkolwiek sukcesem.
Iść na wystawę w pojedynkę, z zapasem czasu i w określonym stanie ducha – tak można rzeczywiście doświadczyć sztuki.
Pójść na tę samą wystawę kilkakrotnie – zdać sobie sprawę z różnic w percepcji.
Pokazać tę samą pracę w różnych okolicznościach – wtedy inni mogą wejść w nią, mogą coś o niej powiedzieć.
17 października
Fizyczne wyczerpanie.
Kilkakrotnie przerywam, moje ciało domaga się odpoczynku.
Pracuję nad detalami powierzchni woskowej rzeźby o wymiarach 2,26 × 2,90 m.
Czuję presję czasu, ale postanawiam się nie spieszyć, pracować powoli – jak nakazuje to, co w tej chwili robię.
(Myjąc ręce, pomyślałam o czymś ważnym, a potem wyleciało mi to z głowy).
Bruce Nauman
Practice 1
2021
Bruce Nauman
Practice
2021

JUNE CRESPO
Back of the tongue
2022, tkanina, stal