Dominik Kuryłek, Tumult lat 80.

 

Niezależne pismo społeczno-kulturalne „Tumult” powstało w Krakowie w 1988 roku. Jego redaktorami i założycielami byli: Bogdan Klich, Bogdan Wojnar i Cezary Michalski, którzy w pierwszych numerach czasopisma określeni są jako „przedstawiciele «Tumultu»”. „Tumult”, nr 2, 1988 okładka „Tumult” w pierwotnej formie był wydawany do końca 1989 roku, czyli do numeru szóstego. Następny numer, z początku roku 1990, pojawił się bez rozwinięcia tytułu. Natomiast numer ósmy został opublikowany jako „Przegląd Ideo-Graficzny. Tumult”.

W tekście tym będzie mnie interesować przede wszystkim „Tumult” wydawany w latach 80. jako „Niezależne pismo społeczno-kulturalne” (numery 1–6), które było częścią drugiego obiegu prasy niezależnej w Polsce.

Historia „Tumultu” jest związana ze studenckim ruchem opozycyjnym, który w Krakowie zaczął rozwijać się z dużą siłą od czasu zamordowania przez SB Stanisława Pyjasa 7 maja 1977 roku. Założono wówczas Studencki Komitet Solidarność (SKS), „Tumult”, nr 1, 1988 okładka który trzy lata później doprowadził do powstania Niezależnego Zrzeszenia Studentów (18–19 września 1980 roku). W 1988 roku, w momencie, kiedy zaczęto wydawać „Tumult”, NZS działało już bardzo sprawnie. Po doświadczeniach stanu wojennego zrzeszenie stało się jedną z bardziej zaangażowanych organizacji podziemnych[1].

Mówiąc o „Tumulcie”, przede wszystkim trzeba jednak wspomnieć o ugrupowaniu Wolność i Pokój (WiP), którego aktywnym działaczem był Bogdan Klich – redaktor „Tumultu” od początku jego powstania. Ruch Wolność i Pokój powstał w 1985 roku. Skupiał nastawioną krytycznie wobec władz młodzież, hippisów, anarchistów, pacyfistów oraz osoby o poglądach konserwatywnych. Członkowie WiP-u, podobnie jak inni opozycjoniści, wydawali gazety i angażowali się w obronę represjonowanych. Różnili się jednak od opozycji solidarnościowej tym, że ze sceptycyzmem przyjmowali koncepcję zawarcia kompromisu z władzami PRL, co doprowadziło do obrad Okrągłego Stołu. WiP-owcom nie podobała się przyjmowana przez opozycję strategia wyczekiwania. Sfrustrowani szukali nowej, jawnej i zdecydowanej formy działania wobec państwa rządzonego przez PZPR. Tworzyli własne struktury opozycyjne oraz poszukiwali zdecydowanych, oryginalnych metod walki z władzą, takich jak odmowa służby wojskowej, protesty ekologiczne[2], działania przeciwko dyskryminacji mniejszości narodowych, legalne procesy sądowe wytaczane przedstawicielom władz.

W Krakowie głównymi przedstawicielami WiP-u byli: Jan Maria Rokita, Radosław Huget i wspomniany już Bogdan Klich. Krakowski WiP na tle innych środowisk w Polsce był raczej konserwatywny. Może o tym świadczyć np. odwołanie się Rokity w deklaracji założycielskiej ruchu do słów Jana Pawła II[3]. Anna Smółka zwróciła uwagę, że „Kraków był ideologicznie jednolicie prawicowy”, ale „podzielony towarzysko na dwie grupy[:] «pragmatyków» skupionych wokół Rokity i «zadymiarzy» związanych z Hugetem”[4]. Obie frakcje początkowo działały wspólnie. Ostatecznie jednak poróżniły się ze sobą w 1988 roku, głównie o ocenę działań opozycji zmierzającej do rozpoczęcia obrad wokół Okrągłego Stołu.

Podobnie jak w przypadku innych ugrupowań opozycyjnych ważnym elementem działań ruchu WiP było wydawanie prasy podziemnej. W początkowym okresie WiP jako pierwszy w Polsce kolportował „Biuletyn Amnesty International”. Szybko jednak pojawiły się wydawnictwa własne. W latach 1987–1988 we Wrocławiu wydawano „WiP. Pismo Ruchu Wolność i Pokój”, w Warszawie – „Serwis Informacyjny Ruchu WiP”, w Gdańsku – „A Capella”. W Krakowie natomiast Bogdan Klich jako prowadzący opracował dwa numery pisma „Wolność i Pokój” (maj i czerwiec 1987 roku), które w całości były poświęcone polityce międzynarodowej i rozbrojeniu.

Gdy nastąpiło „wyczerpanie” WIP-u i kiedy strategia opozycji solidarnościowej zaczęła przynosić rezultaty, Bogdan Klich odsunął się od WIP-u i zaczął wydawać pismo „Tumult”. Pismo społeczno-kulturalne „Tumult” pojawiło się obok takich periodyków związanych z niezależną kulturą jak krakowska „Arka” czy ogólnopolska „Kultura Niezależna”. Niewiele później niż legendarny krakowski „bruLion”.

Wspomniana „Arka” była w Krakowie najważniejszym pismem kulturalnym drugiego obiegu. Nieregularnik noszący podtytuł „Wolne pismo. Eseistyka, krytyka, literatura, inne formy” wydawano od czerwca 1983 roku. Jako pismo nieoficjalne istniało do roku 1989. W tym czasie wychodziło w ponad 2 tys. egzemplarzy. Było dostępne drogą kolportażu przede wszystkim w Krakowie. Z pismem współpracowali: Tadeusz Nyczek, Jan Polkowski (redaktor naczelny), Maria de Hernandez-Paluch, Lesław Maleszka, Bronisław Maj, Bogusław Sonik, Ryszard Terlecki, Ryszard Legutko, Łukasz Plesnar, Piotr Pieńkowski, Andrzej Nowak[5]. W „Arce” zajmowano się najnowszą historią Polski, poruszano problematykę emigracyjną. Pismo tworzone było przez środowisko konserwatywne i taki też miało charakter, mimo że w pierwszym numerze deklarowano pluralizm światopoglądowy[6]. „Arka” nie różniła się w swojej zawartości od innych wydawnictw drugiego obiegu. Umieszczano w niej informacje o represjach i niepraworządnych działaniach władzy. Informowano o inicjatywach podejmowanych przez środowiska opozycyjne. Publikowano tam felietony o historii najnowszej oraz analizy sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce. Prowadzono dyskusje dotyczące założeń programowych opozycji. Drukowano utwory literackie zatrzymane przez cenzurę. Znaleźć tam można było poezję, opowiadania, teksty krytyczne, a także tłumaczenia.

Wśród pism kulturalnych drugiego obiegu trzeba wspomnieć o powstałej z inicjatywy Komitetu Kultury Niezależnej Solidarności „Kulturze Niezależnej”. Pismo to, o zasięgu ogólnopolskim, drukowane w nakładzie około 3 tys. egzemplarzy, było wydawane jako miesięcznik, regularnie, od marca 1983 do maja 1991 roku. „Kultura Niezależna” należała do najważniejszych pism kulturalnych drugiego obiegu. Redakcję pisma tworzyli pisarze, krytycy i publicyści, m.in.: Marta Fik, Andrzej Osęka, Jan Walc, Janusz Sławiński, Zyta Oryszyn i Andrzej Kaczyński. W „Kulturze Niezależnej” publikowano teksty: Tomasza Łubieńskiego, Jacka Trznadla, Michała Głowińskiego, Romana Zimanda, Jarosława Marka Rymkiewicza, Andrzeja Kijowskiego, Barbary Skargi, Jacka Bocheńskiego, Janusza Jankowiaka, Andrzeja Jareckiego. Ukazywały się tam wiersze, proza, recenzje, eseje literackie i historyczne, wywiady. Zamieszczano też komunikaty Komitetu Kultury Niezależnej oraz zawiadomienia o corocznych Nagrodach Kulturalnych Solidarności[7].

Mówiąc o krakowskim „Tumulcie”, przede wszystkim należy wspomnieć o redagowanym przez Roberta Tekielego „bruLionie”, który w momencie pojawienia się „Tumultu” istniał już od ponad roku. Pismo to wydawano nieoficjalnie w latach 1987–1990. W redakcji pisma byli: Jarosław Baran, Wojciech Bockenheim, Krzysztof Koehler, Adam Michajłów. Z „bruLionem” współpracowali Manuela Gretkowska, Katarzyna Krakowiak, Monika Krutel, Cezary Michalski, Olga Okoniewska, Mirosław Spychalski i Krzysztof Winnicki. W piśmie można było znaleźć poezję, fragmenty prozy, dramaty, recenzje, omówienia oraz wywiady. Publikowano informacje o sztuce i nowościach wydawniczych. Przyznawano też nagrody dla najlepszego czasopisma oraz napisu na murze[8].

„bruLion” w latach 80. nie odbiegał zbytnio swoim charakterem od innych wydawnictw drugiego obiegu. Znajdowały się w nim powszechne tematy, problemy, nazwiska, którymi żyła prasa niezależna. W pierwszych numerach publikowano teksty o twórcach, o których w podziemiu było głośno. Można tam było przeczytać publikacje dotyczące Jana Polkowskiego, rozmowę z Wiktorem Woroszylskim oraz tłumaczenia dzieł autorów zagranicznych, takich jak Milan Kundera, Aleksander Sołżenicyn czy Reiner Kunze. Od samego początku istnienia pisma w „bruLionie” dostrzegalne były charakterystyczne dla niego symptomy krytycznego dystansowania się od kultury oficjalnej i opozycyjnej oraz zainteresowanie marginalnymi zjawiskami obu „głównych” nurtów kultury. W „bruLionie” zwracano się w stronę kultury alternatywnej, łamano tabu obyczajowe, polityczne i kulturalne. Wyrażano zainteresowanie nową literaturą. Wszystko to, pogłębiane, w miarę upływu czasu tworzyło specyfikę krakowskiego pisma.

W pierwszym numerze „bruLionu” znalazła się np. krytyczna recenzja wierszy Ernesta Brylla, któremu zarzucono umacnianie „etosu rocznicowo-ministranckiego”[9]. W drugim numerze pisma opublikowano artykuł Mirosława Spychalskiego Papież, Smektała i sprawiedliwi, którego autor zwracał uwagę na cechujące opozycyjnych intelektualistów irytujące poczucie moralnej wyższości[10]. Podobny wydźwięk miała dyskusja o Holokauście podjęta przez Marka Tabora (Cezarego Michalskiego) z profesorem Janem Błońskim w czwartym numerze pisma [11]. W „bruLionie” można było znaleźć teksty młodych, często debiutujących dopiero autorów, czego trudno szukać na łamach innych niezależnych czasopism w tym czasie. Publikowano teksty Marcina Barana, Krzysztofa Koehlera, Marcina Sendeckiego. Pisząc o „młodych”, nie można naturalnie zapomnieć o Marcinie Świetlickim, którego nazwisko zostało wspomniane na łamach pisma w 1990 roku[12].

W drugoobiegowym „bruLionie” pojawiały się wyraźne nawiązania do kultury alternatywnej. Już w pierwszym numerze pisma opublikowano „Napis roku”: „Strzelaj albo emigruj” [13]. W kolejnych numerach alternatywie poświęcono osobną rubrykę pt. „Garaż”. W czwartym numerze „bruLionu” został tam opublikowany tekst piosenki T Love Alternative „Nasza tradycja”[14], a w numerze siódmym–ósmym artykuł Pawła Kasprzaka o Pomarańczowej Alternatywie – Wszyscy jesteśmy pomarańczowi[15].

„Tumult”, podobnie jak „bruLion”, wyrażał krytyczne nastawienie autorów do tzw. kultury niezależnej, jednak przyjmował bardziej zachowawczą perspektywę. Przyznać jednak należy, że pismo tworzone wspólnie przez takich autorów jak „Tumult”, nr 2, 1988 okładka Bogdan Klich i Cezary Michalski także nie mogło nie stać się propozycją interesującą. Pod względem zawartości „Tumult” nie różnił się na początku od innych pism drugiego obiegu. Jednak podobnie jak w piśmie Roberta Tekielego w pierwszych numerach „Tumultu” ujawniła się jego specyfika.

Przede wszystkim zwraca uwagę krytyczna refleksja na temat marazmu, w jakim pogrążyła się prasa niezależna w Polsce, przedstawiona przez redaktora naczelnego w artykule Publicystyka na cenzurowanym. Bogdan Klich pisał w nim, że cechami prasy niezależnej są: „swoista niezmienność”, powracanie do stałych tematów, formułowanie tych samych wniosków, niekompetencja autorów, sentymentalizm albo futurologia. Zauważał, że gdy się czyta prasę niezależną, „[m]ogłoby się wydawać, że poza obowiązującym zestawem zagadnień nie dzieje się wokół nic godnego uwagi. A przecież tak nie jest – to tylko redakcje nie dostrzegają rozmaitości wydarzeń społecznych i artystycznych i zachowują się jakby odstępowały je prasie oficjalnej”. Autor zwracał uwagę na wyczerpanie prasy niezależnej, gdyż ta „zatrzymała się na pewnym etapie i nie potrafi dostosować się do wymagań, które są dzisiaj większe niż przed laty”[16].

Taki obraz prasy stał się dla autorów negatywnym punktem odniesienia. Twórcom pisma zależało bowiem nie tylko na reagowaniu na aktualne wydarzenia polityczne i kulturalne, ale także na aktywnym w nich współuczestnictwie oraz na ich kreowaniu. „Tumult”, nr 5, 1989 okładka Artykuł Klicha w rubryce „Spięcia” może świadczyć o chęci konstruktywnego dialogu nad stanem instytucji kultury w Polsce, którymi były w tym czasie także czasopisma. Da się w nim dostrzec poszukiwanie silnych narzędzi tworzenia kultury.

Widać też potrzebę powoływania niezależnych instytucji kultury, o czym Klich pisał w piątym numerze „Tumultu” w artykule Co się stało z kulturą niezależną[17]. Przedstawił tam problemy kultury niezależnej wynikające ze związku z „niezależną – opozycyjną polityką”. Prawdopodobnie świadomość tego silnego splotu spowodowała, że w „społeczno-kulturalnym” piśmie „Tumult” umieszczano artykuły opisujące i analizujące aktualne wydarzenia polityczne w kraju i na świecie (dział „Wydarzenia”, od numeru trzeciego zatytułowany „W perspektywie kraju i świata”) w zestawieniu z tekstami odnoszącymi się do literatury („Przegląd literacki”) i – co wyjątkowe dla tego pisma – z publikacjami dotyczącymi sztuk wizualnych (rubryka „W kręgu sztuki”).

W dziale „Wydarzenia” Bogdan Klich, Maciej Szumowski i Dawid Warszawski publikowali felietony o negocjacjach opozycji solidarnościowej z władzami PRL, o obradach Okrągłego Stołu i wyborach czerwcowych. Prezentowano felietony historyczne z najnowszych dziejów Polski i innych krajów socjalistycznych. W rubryce można było znaleźć artykuły o polskiej ksenofobii, sytuacji mniejszości ukraińskiej w Polsce oraz o stosunku Polaków mieszkających na Litwie do tamtejszego odrodzenia narodowego. Naturalnie zajmowano się też pierestrojką Gorbaczowa w ZSRR. Publikowano rozmowy z redaktorami zagranicznych pism niezależnych, artykuły o aktualnych problemach opozycji demokratycznej w innych krajach socjalistycznych oraz działaniach związkowców na Zachodzie. W „Wydarzeniach” autorzy dawali do zrozumienia, że w ważnym momencie przemian systemowych konieczna jest nie tylko debata nad polityką, lecz także krytyczna refleksja nad światopoglądem oraz kulturą Polaków. Wyrażały to materiały zamieszczane w kolejnych działach pisma.

Rubryka „Przegląd literacki” przynosiła prezentacje m.in. twórczości Leo Lipskiego, Jana Józefa Szczepańskiego, Czesława Miłosza, Milana Kundery. Publikowano fragmenty prozy wyżej wymienionych oraz Wiersze Wojciecha Wilczyka, „Tumult”, nr 5, 1989, s. 29 – podobnie jak to miało miejsce w „bruLionie” – wiersze poetów młodego pokolenia. Byli wśród nich Lech Sadowski, Wojciech Wilczyk i Marcin Świetlicki. Obok nich znalazły się także wiersze poetów zagranicznych, inspirujących starsze i młodsze pokolenie polskich autorów, np. Saint-Johna Perse’a czy Johna Robinsona Jeffersa.

Preferencje literackie redakcji „Tumultu” były bliskie kanonowi drugiego obiegu. Autorzy jednak starali się go poszerzać. Twórczość klasyków prezentowano w sposób krytyczny. Natomiast teksty młodszych różniły się wyraźnie od „kombatanckich” wierszy poetów publikowanych w innych niezależnych periodykach.

Podobnie jak w „bruLionie”, ale może w mniej bezpośredni i radykalny sposób, redaktorzy krytykowali obowiązujący model kultury niezależnej. Nie można jednak powiedzieć, że ich sympatie zwracały się w stronę alternatywy. Na łamach pisma nie było odwołań do młodej sceny muzycznej, nie organizowano konkursu na najciekawsze napisy na murach. Co innego decydowało o atrakcyjności krakowskiego kwartalnika.

O specyfice „Tumultu” decydował obszerny dział „W kręgu sztuki”, w którym można było znaleźć recenzje teatralne, artykuły o filmie czy duży zbiór tekstów dotyczących sztuk wizualnych. W trzecim numerze pojawiła się prawdopodobnie jedyna w pismach drugiego obiegu wkładka kolorowa, pt. „Galeria Tumultu”, gdzie Bogdan Klich prezentował cykl obrazów Jarosława Kawiorskiego Balkony [18]. W dziale „W kręgu sztuki” publikowano teksty o aktualnych wydarzeniach w sztuce współczesnej pisane przez: Łukasza Guzka, Krzysztofa Klimka, Dorotę Jarecką, Marylę Sitkowską, Marię Annę Potocką i Andę Rottenberg. Zwracają też uwagę teksty Piotra Krakowskiego oraz rozmowy prowadzone z prof. Mieczysławem Porębskim. W dziale tym krytycznie opisywano specyfikę polskiej kultury i przedstawiano potencjalne drogi dalszych twórczych poszukiwań w kontekście nowej sytuacji politycznej i społecznej.

Dla przykładu Andrzej Sawicki w tekście Krytyka nowa? podjął się krytycznej analizy wystaw związanych z niezależnym obiegiem kultury[19]. Pisał, że zbliżenie krytyki artystycznej do polityki prowadzi do zachwiania dotychczasowego zinstytucjonalizowanego państwowego obiegu sztuki, jednak taki stan nie może trwać. Przykładem zmiany były dla Sawickiego tworzone przez krytyków (dziś pisalibyśmy zapewne: „kuratorów”) wystawy, takie jak: „Znak Krzyża” i „Apokalipsa – światło w ciemności” Jerzego Boguckiego, „Romantyzm i romantyczność” oraz „Polaków portret własny” Marka Rostworowskiego czy Biennale Młodych we Wrocławiu. Pokazywana na tych prezentacjach sztuka, związana głównie z wartościami narodowymi i wychodząca poza indywidualną egzystencję artysty, była według Sawickiego wyrazem stanu przejściowego. Autor prowokował swoim tekstem refleksję na temat tego, w którą stronę powinni zmierzać organizujący wystawy krytycy oraz artyści. Zadawał pytanie o to, którędy podąży krytyka i sztuka, kiedy nie będzie już zapotrzebowania na estetykę narodowo-wyzwoleńczą i martyrologiczną.

W trzecim numerze pisma Łukasz Guzek opublikował artykuł Jak oglądać sztukę współczesną, co otworzyło pole do rozważań o sytuacji i charakterze sztuki czasu przełomu [20]. Przewrotnie przyznając rację głoszącym kryzys w sztuce, pisał, „Tumult”, nr 3, 1989 okładka że jest to stan charakterystyczny dla tamtych czasów, a sztuka współczesna go odzwierciedla. Odwołując się do systemowego pojęcia rzeczywistości, autor twierdził, że „sztuka jest specyficznym pluralistycznym systemem, gdzie nie ma dominacji i podporządkowania, a poszczególne części tworzące ten system zajmują się różnymi, cząstkowymi aspektami, powiązanymi wielokierunkowo w organiczną całość, tzn. bez pierwszeństwa którejkolwiek z nich. Wszystkie one istnieją w ogólnym systemie, dlatego też w każdej z nich zawierają się wszystkie inne”.

Zdaniem Guzka: „Sztuki dzisiejszej nie należy widzieć jako poddanej jakiejś jednej koncepcji, a raczej jako organizm, system, w którym współegzystują przeciwstawne nawet poglądy”. Autor wyciągał stąd wniosek, że systemowy ogląd rzeczywistości stwarza wolność – jest ona bowiem warunkiem ujawnienia ludzkich możliwości i ułatwia samorealizację. Odnosił się przy tym do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce, gdzie widoczne było dążenie do wypracowania systemu dającego szansę zaistnienia rozmaitym postawom, ideom, poglądom, artykulacji różnych problemów i dążeń. Prezentowana przez Guzka opinia była bardzo otwarta. Postrzegał on sztukę jako przestrzeń wolnego myślenia poza jakimikolwiek wpływami z zewnątrz, poza ograniczającymi ją porządkami. Jego artykuł można czytać jako postulat otwartości sztuki. Guzek ujawnił potencjał sztuki, przedstawił ją jako niedający się jednoznacznie określić obszar, w którym istnieje miejsce dla każdego światopoglądu i w którym tylko wyobraźnia artysty jest ograniczeniem.

Zdecydowanie najbardziej krytyczny, jeśli chodzi o relacje sztuki z polityką, był Bogdan Klich. W tekście Co się stało z kulturą niezależną słabość polskiej kultury w ostatnim pięćdziesięcioleciu widział on w „podporządkowaniu kultury polityce”, którą postrzegał jako swoistego mecenasa sztuki[21]. Autor w artykule tym rozumiał politykę nie tylko jako politykę władz PRL, lecz także jako działania opozycji demokratycznej. Zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo pojawiające się w kontaktach kultury zarówno z władzami oficjalnymi, jak i ruchem obywatelskim, z którym jeszcze w latach 70. kultura żyła w swoistej symbiozie. Klich pisał, że był czas, kiedy sfera kultury i polityki „[p]rzenikały się do tego stopnia, że właściwie każde wydarzenie kulturalne było równocześnie gestem politycznym, jak na przykład wydanie Miazgi Andrzejewskiego w drugim obiegu, a posunięcie polityczne – poszerzeniem przestrzeni kultury”.

Przykładem najlepszej współpracy kultury i polityki były dla Klicha pisarstwo i działalność Adama Michnika, który według autora próbował udowodnić, „że literatura nie jest tworem martwym, czymś odległym i dostępnym tylko dla grona wtajemniczonych”. Klich pisał, że „w latach 70. dostrzec można było przebudzenie w kulturze i polityce”. Według niego „wszystko mogło się wtedy zdarzyć”, bo „wszystko było jeszcze otwarte i niezdefiniowane”. Można było „[p]oszerzać przestrzeń kultury i polityki dla nich samych, a nie w imię jakiejkolwiek ideologii”. Dalej Klich twierdził, że przed sierpniem 1980 roku „kultura niezależna nie miała mecenasa ani z jednej ani z drugiej strony barykady. Bez «nadrzędnej doktryny» istniała wtedy dobra kultura; dobra – czyli świeża, bogata, różnorodna i ekspansywna, podejmująca sprawy ważne dla swojego czasu”. Zaryzykował nawet stwierdzenie, że mogły być to jedyne lata, gdy kultura była faktycznie niezależna. Według niego w czasie stanu wojennego kulturę zaczęła cechować niemoc.

Z początku przyjęła ona postawę wyczekującą, gdyż nie chciała przeszkadzać polityce, która nareszcie mogła przemówić pełnym głosem. Dobrowolnie podporządkowała się politycznej grze, rekompensując sobie swoją niemoc upowszechnianiem dorobku z okresu przedsierpniowego. Klich uważał, że błąd kultury niezależnej polegał na tym, że nie wytworzyła ona wystarczająco trwałych przyczółków, rozumianych zapewne jako silne instytucje. Po 13 grudnia 1981 roku udzieliła schronienia polityce, w wyniku czego „[z]ostała zobowiązana do dawania świadectwa prawdzie i obrony wartości cywilizacji przed barbarzyńcami, nawet gdyby było to niezgodne z jej własnym interesem. Przy pomocy właściwych sobie metod miała uczestniczyć w walce, oczywiście po stronie zagrożonych wartości”. Według Klicha był to „program kultury oblężonej […] poważnej i surowej […] nie było w nim miejsca na lekkość, dowcip, czar, tę przewrotność, która odrywa widza od codzienności”. Ten gorset – jak pisał Klich –„duża część artystów i pisarzy nałożyła na siebie dobrowolnie. Uciskał on i krępował ruchy, ale za to dawał poczucie przynależności do wspólnoty. […] Im bardziej prosty i stereotypowy był język, tym większa szansa, że ochraniane wartości rzeczywiście przetrwają […] lata stanu wojennego sprowadziły sztukę na drogę cnoty […]

Gwałtownie ujawniła się potrzeba sztuki semantycznej, często o rozbudowanym programie literackim czy filozoficznym. Odpowiedzią na tę potrzebę było zarówno malarstwo krucht, jak i propozycja dzikich pomimo całej ich niechęci do patriotyczno-kościelnego zadęcia i ich zamiłowania do kpiny, prowokacji, pastiszu. Nawet awangarda spod znaku konceptualizmu i minimalizmu przejęła się tą potrzebą dochodząc do czysto formalnych poszukiwań. Obiekt zaczął odsyłać do rzeczywistości pozaartystycznej, zaczął przemawiać. […] w tym sensie można mówić o sztuce cnotliwej, plastyka została nasycona etyką, zbliżając się nie tak znowu rzadko do natrętnego moralizatorstwa. [Mecenat Kościoła] [u]dzielił kulturze takiego schronienia, jakiego ona udzieliła polityce. […] Przykościelna formacja przeoczyła moment, gdy należało uwolnić się spod opieki sutanny i odbudować niezależność w oparciu o wzory sprzed lat dziesięciu”.

Konkludując swój wywód, Klich zadawał pytanie, czy w stanie wojennym można było zachować się inaczej. Odpowiadał: „Pewnie nie, pewnie tak właśnie musiało się zdarzyć, bo taki tylko model jednowymiarowej, skoncentrowanej kultury dawał szansę przetrwania. Problem zaczął się natomiast w chwili, gdy zagrożenia zmniejszyły się, a kultura dalej pozostawała w uśpieniu. Taki stan trwa już mniej więcej od trzech lat, od symbolicznego oświadczenia ministra Krawczuka o zaprzestaniu represji wobec oficyn niezależnych i wydania Gombrowicza w Wydawnictwie Literackim. Tego czasu kultura nie wykorzystała, szuflady, do których wcześniej pisano, okazały się puste, a ona sama pozostaje do dziś w stanie letargu i – co najgorsze – samozadowolenia”.

Tekst Klicha można postrzegać jako kulminację krytycznego spojrzenia na kulturę w Polsce w drugiej połowie lat 80. Razem z innymi publikowanymi w „Tumulcie”artykułami jest on nie tylko przygnębiającą diagnozą ówczesnego stanu, lecz także swoistą inspiracją do aktywnych działań twórczych i organizacyjnych na polu sztuki. Klich i inni autorzy związani z pismem dostrzegali potrzebę zmian status quo. Nie polegały one jednak na odseparowaniu się sztuki od życia społecznego, lecz na aktywnym w niej uczestnictwie. Miało ono nastąpić w wyniku umacniania siły oddziaływania sztuki na drodze zinstytucjonalizowania działań artystycznych oraz wskutek jak największego poszerzania wolności twórczej, która może mieć przełożenie na poszerzanie obszaru wolności poza sztuką.

Krytycyzm „Tumultu” został wymierzony w stronę szerokiego spektrum kultury niezależnej. Nie była to jednak krytyka obcesowa, lecz raczej nastawiona na dialog. Dialog należał do najpopularniejszych słów używanych w przestrzeni Maria Anna Potocka, Muzeum artystów, „Tumult”, nr 6, 1989, s. 61 publicznej w tym czasie, ale nie zawsze był stosowany w praktyce. Krytyka reprezentowana przez „Tumult” wskazywała rozwiązania, takie jak tworzenie silnych artystycznych form oddziaływania na rzeczywistość równolegle z polityką. Dlatego nie dziwi fakt, że w kolejnym numerze „Tumultu” pojawił się artykuł Marii Anny Potockiej Muzeum artystów[22]. Była to pierwsza publiczna deklaracja artystki, prowadzącej wówczas galerię w pawilonie Desy w Krakowie, o utworzeniu Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie.

O sile oddziaływania tego sposobu myślenia, wskazującego potrzebę instytucjonalizowania własnych działań kulturowych, może świadczyć sama historia „Tumultu”, który po 1989 roku przekształcił się w pismo o charakterze artystycznym. Struktura wypracowana przez pierwszą redakcję została niejako przejęta przez redaktorów związanych stricte ze sztuką. Od ósmego numeru pismo było redagowane przez Marię Annę Potocką wraz ze Stanisławem Cichowiczem, Łukaszem Guzkiem i Marcinem Krzyżanowskim. Zlikwidowano poszczególne działy. W scalonym numerze przeważały teksty o sztuce współczesnej. W nowej propozycji zabrakło zacięcia politycznego oraz perspektywy interdyscyplinarnej. „Tumult” stał się pismem skupionym na twórczości artystów sztuk wizualnych. Nie jest to oczywiście nic złego, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę fakt, że na początku lat 90. nie istniało wiele pism zajmujących się sztuką. Potrzeba wydawania takiego periodyku była bardzo duża. Jednak takie sprofilowanie pisma powodowało, że propozycja redaktorów nie docierała do szerszej grupy odbiorców.

„Tumult” odzwierciedla okres przemian systemowych w Polsce, których kulminacją były wybory w czerwcu 1989 roku. W swojej nazwie, historii działań redaktorów i publikowanych tekstach pismo to oddaje charakterystyczny dla tego okresu chaos systemowy, aksjologiczny i społeczny. Wyraża właśnie tytułowy „tumult”, w którym ścierały się różne postawy polityczne, społeczne i artystyczne. W nim tkwił ogromny potencjał, z którego autorzy prawdopodobnie zdawali sobie sprawę.

Dominik Kuryłek, ur. 1979, historyk i krytyk sztuki, redaktor, od 2003 roku współpracujące z Ewą Małgorzatą Tatar. Wspólnie zrealizowali szereg wystaw i publikacji, m.in. projekt „Przewodnik” (2005-2007) i „Cafe bar” Pauliny Ołowskiej (2011) w Muzeum Narodowym w Krakowie, „Na wulkanie. Krzysztof Niemczyk” (2010) w galerii Lipowa 11 w Lublinie, „Teraz jest teraz” (2012) w Instytucie Sztuki Wyspa w Gdańsku, wydali m.in. Krótką historię Grupy Ładnie (2008, z Magdaleną Drągowską).

Początek strony

Przypisy

. Może o tym świadczyć np. fakt, że NZS poparł protesty robotnicze w Hucie im. Lenina 26 kwietnia 1988 roku.

2. Przede wszystkim należy wspomnieć o protestach przeciwko budowie elektrowni w Żarnowcu, które były prowadzone od 1986 roku,
kiedy miała miejsce także katastrofa elektrowni atomowej w Czarnobylu.

3. „My niżej podpisani, inspirowani w szczególności orędziami pokojowymi Papieża Jana Pawła II, postanawiamy założyć, z dniem dzisiejszym w Krakowie, Ruch «Wolność i Pokój»”. Por. Deklaracja Założycielska Ruchu „Wolność i pokój”, Kraków, 15.04.1985, http://www.ruchwip.org/index.pl?pid=64.

4. A. Smółka, Między wolnością a pokojem, http://www.ruchwip.org/index.pl?pid=75.

5. Por. E. Zając, Arka,
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=R00207_Arka_Krak%C3%B3w.

6. „Arka” nr 1/1983, s. 2.

7 K. Boruń-Jagodzińska, Kultura Niezależna,
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=R00147_Kultura_Niezale%C5%BCna_Warszawa.

8. Por. P. Goleń, Brulion,
http://www.encyklopedia-solidarnosci.pl/wiki/index.php?title=R00661_Brulion_Krak%C3%B3w.

9. era, Mały ześlizg, „bruLion” nr 1/1987, s. 117.

10. M. Spychalski, Papież, Smektała i sprawiedliwi, ibidem, s. 140–142.

11. M. Tabor, Strzelaj albo emigruj, „bruLion” nr 4/1987, s. 98–100.

12. M. Świetlicki, Wiersze, „bruLion” nr 14–15/1990, s. 6–8.

13. Nagrody, „bruLion” nr 1/1987, s. 127.

14. T. Love Alternative, „Nasza tradycja”, „bruLion” nr 4/1987, s. 90.

15. P. Kasprzak, Wszyscy jesteśmy pomarańczowi, „bruLion” nr 7/1988, s. 75–79.

16. B. Klich, Publicystyka na cenzurowanym, „Tumult” nr 2/1988, s. 17–20.

17. B. Klich, Co się stało z kulturą niezależną, „Tumult” nr 5/1989, s. 20–24.

18. B. Klich, „Galeria Tumultu. Balkony Jarka” (dodatek ulotny) „Tumult” nr 3/1989.

19. A. Sawicki, Krytyka nowa?, „Tumult” nr 4/1989, s. 49–51.

20. Ł. Guzek, Jak oglądać sztukę współczesną, „Tumult” nr 3/1989, s. 22–23 (dalsze cytaty pochodzą z tego artykułu).

21. B. Klich, Co się stało z kulturą niezależną, „Tumult” nr 5/1989, s. 20–24 (dalsze cytaty pochodzą z tego artykułu).

22. M.A. Potocka, Muzeum artystów, „Tumult” nr 6/1989, s. 61–63.

Początek strony

Zobacz także: