Mój tajny składnik to humor. Działa jak zapach albo melodia – nie trzeba go tłumaczyć, wystarczy go poczuć. Dzięki niemu ilustracje stają się natychmiast zrozumiałe; dzieci nie muszą najpierw przeczytać tekstu, by „złapać” klimat sceny. Moim celem było sprawienie, by książka Po co nam sztuka stała się opowieścią prowadzoną z dwóch perspektyw: tekstu i obrazu. To publikacja, która lubi zadawać pytania i zostawia przestrzeń na własne skojarzenia, zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Mam nadzieję, że wywołuje u wszystkich uśmiech, jednocześnie tłumacząc, po co nam sztuka.
Od dziecka żyłam w świecie książkowych rysunków – nieustannie je przerysowywałam, wycinałam z papieru i lepiłam z plasteliny. Ilustracje w Po co nam sztuka Katarzyny Witt wyrastają właśnie z fascynacji tradycją polskiej ilustracji – książek i okładek z lat 60., 70. i 80., a także z ducha Polskiej Szkoły Plakatu.
Żywe kolory, dynamiczne kompozycje, ręcznie rysowane liternictwo, odrobina absurdu i mnóstwo dwuznaczności sprawiają, że postaci „mówią” nie tylko słowami.
Pracę nad nową książką zawsze zaczynam od tabula rasa. Czasem wystarczy jedno słowo, kolor albo fragment sytuacji, by ilustracja – jej forma, kompozycja na stronie i relacja z tekstem – zaczęła rodzić się sama. Staram się unikać szkicowania w głowie ostatecznego efektu, bo wtedy proces przestaje być odkrywaniem.
Ponieważ szkicuję rozkłady ręcznie, bardzo polegam na przypadku i „wypadku”. Wolę improwizację niż gotowy plan.
Przekształciłam je w proste kolorowe kształty, ale każdy bohater – jak w tekście – ma własny rytm i nastrój. Ilustracje nierzadko opowiadają niezależne od narracji historie, tak by czytelnik mógł swobodnie wędrować między obrazem a słowem.
